Magdalena Ojrzyńska

 

ŚWIATŁEM I MROKIEM PISANA

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego i Wyższej Szkoły Bankowej. Z wykształcenia ekolog, pedagog i marketingowiec. Twardo stąpająca po ziemi marzycielka, która postanowiła poddać się owym marzeniom i żyć według własnego scenariusza. W życiu prywatnym szczęśliwa mężatka [ mama rezolutnej Matyldy, zaś na planie zawodowym niezależna pisarka i autorka publikacji “Pętla, narodziny” oraz “Opowieści światłem i mrokiem pisane”. Wielbicielka natury i mądrych słów, zakochana w krajobrazach dalekiej Północy. Hedonistka i podróżniczka.

“Niewinna a demoniczna, władcza I nieposkromiona. Grzeczna, niegrzeczna wcale. Erotyczna.”

Blogerka i felietonistka. Właścicielka strony autorskiej www.themeg.pl.

Selfpublisher, product manager, marketingowiec. Planistka i dystrybutorka. Pisarka niezależna. 
Magdalena Ojrzyńska, kobieta z pogranicza realizmu i magii, w wywiadzie dla platformy Fourth Son.

 

FS: Zacznijmy od Twojej pierwszej książki, Pętla, narodziny. Na stronie autorskiej czytamy, że “Pętla to powieść wielowątkowa, która jest połączeniem kilku przeplatających się gatunków. Najlepiej zakwalifikować ją jako „realizm magiczny”. “ Czym właściwie charakteryzuje się gatunek zwany realizmem magicznym i jak to się stało, że właśnie tam znalazłaś odpowiednie ramy dla swojej twórczości?

MO: Bardzo dobre pytanie, ponieważ kwestia kwalifikacji gatunkowej mojej twórczości jest całkiem ciekawa:) Ja najpierw napisałam „Pętle”, a dopiero później, na potrzeby przeprowadzenia procesu wydawniczego, zamknęłam ją w ramy gatunkowe. 
Ale w rzeczywistości nie ma przecież czegoś takiego, jak kwestia przypadku i bardzo szybko okazało się, że realizm magiczny pasuje do mnie idealnie. To jest dla mnie rezonująca z moją wyobraźnią i ogólnie ze mną przestrzeń. Tak naturalna dla mnie, intuicyjna wręcz, ja się w niej bardzo swobodnie poruszam. Dodatkowo jeśli trzeba już poddawać się nomenklaturze, to „realizm magiczny” idealnie nadaje się do zamknięcia moich słów w definicji. 
Po pierwsze gatunek sam w sobie nie jest jednoznaczny i oczywisty. Ma pewne cechy, które można wyłuszczyć i myślę, że one właśnie są najbardziej przystające do tego, jak ja piszę, i o czym piszę. Teksty magicznie realne często bazują na 

wielowymiarowości. Bywają mocno poetyckie, metaforyczne, bogate w środki stylistycznego przekazu. Nadzwyczajność przebiera w nich miary zwyczajności, elementy ponad naturalne nie stoją w sprzeczności z logiką. Realizm magiczny łączy pierwiastki zewnętrzne ludzkiej egzystencji z wewnętrznymi. Teksty takie otwierają dużą przestrzeń do interpretacji i w zależności od wyobraźni i dojrzałości czytelnika, mogą być różnie przeczytane i zrozumiane. Bardziej rzeczywiście, jeśli ktoś ma bogaty i rozwinięty swój wewnętrzny świat. Lub bardziej nierealnie, jeśli dla kogoś wejście w tekst głęboko będzie zbyt trudne. 

Dla mnie realizm magiczny to przestrzeń tekstów bardzo emocjonalnych, egzystencjalnych wręcz. Jest to fuzja pomiędzy naukową fizycznością rzeczywistości i psychologiczną ludzką rzeczywistością. Czas tutaj nie istnieje, fabuła nie musi płynąć liniowo, zakończenia nie są jednoznaczne. Teksty mocno koncentrują się wokół odczuć, przeżyć. I co najważniejsze – styl cechuje niekonwencjonalna pisownia. Daleko mu do literalizmu, z którym ja jako autorka zupełnie się nie utożsamiam. 
 

 

FS: Pętla zebrała bardzo korzystne recenzje i rozkochała w sobie kobiecą instasferę i blogosferę. Polecają ją między innymi Katarzyna Ewa Górka czy Monika Kudryk. Niezmiennie czytamy o niezwykłej spójności, ciekawej, zawiłej fabule, niedosycie i wielu aspektach magnetycznie wręcz przenoszących w Twój wyimaginowany świat – w scenerii czy też w języku pisanym. Czytelnicy wspominają, że odczuwają autentyczny głód podczas czytania opisów kulinarnych lub wręcz fizycznie przenoszą się do scenerii namalowanych twoim piórem I wyobraźnią. Na czym według Ciebie polega fenomen Pętli? 
MO: Ojej, dziękuję za te słowa. Nie do końca wiem, czy mogę mówić w kontekście Pętli o fenomenie, ale oczywiście życzę sobie, aby ta książka fenomenem się stała. No ale tutaj obok jakości potrzebny jest po prostu zasięg, bardzo możliwe, że przydałby się właśnie fenomenalny;) 
Wracając jednak do pytania. To, co ja obserwuję, to fakt, że ta książka musi trafić na „swojego” czytelnika. Kogoś, kto podejdzie do niej sercem, nie będzie bał się niejako z tą książką zmierzyć, wejść w nią. Przeczytać ją nie tylko strona po stronie, ale również pomiędzy słowami. Poświęcić czas na myślenie o niej i próbę, jak ja to nazywam „rozpętlenia”. A tak naprawdę poukładania celowo porozrzucanych elementów w spójny obraz. Trochę jak w kalejdoskopie. Jeśli tak się stanie, to rzeczywiście Pętla może stać się przestrzenią, w której czytelnik się dobrze poczuje i w niej zauroczy. Pętla to książka pisana sercem, pod prąd. Ja nie pisałam jej, bo taka jest moda, bo to się sprzeda i to się teraz opłaca. Ona jest trochę taką wyrwą systemową. Nie jest gotowcem, po którym się prześlizgujesz, ale ramami dla zaktywizowania wyobraźni. Jeśli ktoś to dostrzeże, to wierzę, że, tę książkę pokocha.

 

 

FS: Obserwując Twoje konta społecznościowe czy odwiedzając stronę autorską odkrywamy kobietę zanurzoną w niezwykłym klimacie zadumania i pasji, nierzeczywistości i czarodziejstwa. “Bajkowo, realnie, magicznie, zwyczajnie” - cytat z Twojej publikacji chyba najlepiej oddaje aurę, jaką się otaczasz. Aurę, która przywodzi na myśl czarownice i wiedźmy znane nam wszystkim z europejskiego folkloru. Jest tu niewątpliwa spójność w całokształcie twórczości i wizerunku I podążając tym tropem chciałabym zapytać, czy wierzysz w obecność magii w życiu codziennym w XXI wieku? Pytanie może nie leży na półce tendencyjnych, ale też Twoja osoba do tendencyjnych nie należy :)

MOJa po prostu taka jestem. Zawsze i od zawsze. Osoby, które mnie znają, czasami mówią: Magda kurde tyle lat minęło, a ty się nic nie zmieniłaś. Mówię o tej aurze realnie magicznej i jakiejś takiej mojej od zawsze wewnętrznej dojrzałości. Natomiast nie nazwałabym siebie wiedźmą czy czarownicą. Nie definiuję siebie w taki sposób, ja nawet nie staram się taką być.  Są osoby, które tak siebie postrzegają, poruszają się w tym obszarze, zgłębiają go. I dobrze, ale to nie jest moja przestrzeń. Ja jestem, jaka jestem. Jeśli magia jest we mnie, to dlatego, że się taka urodziłam;) Dla mnie świat jest magiczny, życie jest magiczne, każda chwila, której doświadczamy, jest cudem. Magia jest w każdym z nas, a prawdziwe czary dla mnie, to te, które są obecne w rzeczywistości, a nie żadne czary-mary. Natomiast na pewno jestem kobietą świadomą, mającą wiedzę, sporą intuicję, umiejętność obserwacji i ogromne pokłady empatii. Często myślę, że to one właśnie pozwalają mi tak, a nie inaczej pisać. Ja nie wszystkiego muszę doświadczyć, aby to poczuć. Czasami wystarczy, że na kogoś popatrzę, aby móc wprowadzić się w „praktyce” nieznany mi stan.
 

FS: Jesteś selfpublisherem. Niedawno nakładem Twoich działań ukazała się druga publikacja, Opowieści światłem i mrokiem pisane. Można powiedzieć, że konsekwentnie podążasz niezależnym torem. Aleksander Sowa, który przegryzł się wręcz przez polski selfpublishing by osiąść finalnie na łonie wydawnictwa Lira, w wywiadzie dla FS stwierdza : “W samodzielnym wydawaniu jest wiele zagrożeń. To tylko pozornie łatwiejsza droga wydawnicza. Przecież gdyby było inaczej, większość autorów wybierałaby tę, wydawałoby się łatwiejszą, dającą więcej wolności i bardziej lukratywną ścieżkę samodzielności, prawda? Tymczasem jest inaczej. Self-publishing jest dobry dla autorów świadomych, najlepiej z doświadczeniem i grupą docelową (np. youtuberów, vlogerów). “ Jak Ty, biorąc pod uwagę swoje doświadczenie, zapatrujesz się na plusy i minusy samopublikacji?

MO: Oczywiście zgadzam się z tymi słowami. Self-publishing absolutnie nie jest łatwą drogą, przynajmniej jeśli jest realizowany na wysokim poziomie. Książka jako twór to nie jest one man show. I niezależny autor tak naprawdę ma zdecydowanie trudniej, bo nie tylko musi napisać książkę, ale również skoordynować pełen proces wydawniczy, promocję oraz sprzedaż. 
Dla mnie jako niezależnej autorki ta droga była oczywistym wyborem. Ale ja zrobiłam wcześniej szczegółową analizę możliwość i tego, co wydawnictwa wydają. Rozważyłam wszystkie za i przeciw. Choć z perspektywy wiem, że pewnych kwestii nie przewidziałam. Doskonale jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli ja sama nie zbuduję sobie grona czytelniczego, nie zaistnieję jako autorka, to nikt nie zaryzykuje wydawania mnie ze względu na moją specyfikę. W moim przypadku do trudności selfpublishera dochodzi właśnie niszowość gatunku. Podejmując decyzję o wydaniu pierwszej książki, uznałam, że od początku będę sobie wierna. Albo się to moje słowo pisane obroni, albo nie. To jest świadome ryzyko, które podjęłam, pisząc trudny i nieznany realizm magiczny. Miałam od wydawnictwa, współpracujących z wydawnictwami redaktorów, propozycje napisania czegoś bardziej powszechnego, ale czy wtedy byłaby to droga mojego marzenia. Abstrahując od tego, czy ja potrafiłabym coś oczywistego napisać :)
Taki trochę żart przez zagryzione zęby, bo oczywiście ja notorycznie odbijam się od ścian rzeczywistości, hermetyczność. Może nie będę tego szczegółowo rozwijać, ale usłyszałam swojego czasu takie słowa: Pani Magdo nie mogę odmówić Pani talentu i jakości, która nierzadko przewyższa tę wydawniczą. Ale tu nie chodzi o jakość literatury, tylko o Excela, który musi się zgadzać. Pani się po prostu dużym dystrybutorom nie opłaca. 
Czytelnicze serwisy opiniotwórcze też nie promują obiektywnej jakości, tylko to, za co im płacą. Nie chodzi tu konkretnie o mnie, ale o tak zwaną politykę. Ja jako niezależna autorka po prostu tam nawet komercyjnie nie zaistnieję, bo takie są, prawdopodobnie mające swoje źródło w Excelu, zasady. I to są dodatkowe bolączki, z jakimi selfpublisher musi się mierzyć. Rynek sprzedaży, zasięg i to, że zdecydowana większość osób, która mogłaby być za będzie przeciw. Ale z plusów, które są również wyzwaniami, to niezależny autor ma całkowitą wolność wyboru i decyzji, na każdym etapie produkcji książki. Również a może przede wszystkim, decyduje o tym, jaką jakość sprzeda i jak to zrobi. 
 

 

 

 

OPOWIEŚCI ŚWIATŁEM I MROKIEM PISANE

 

Osiem różnych opowieści, z pozoru niezależnych historii, które przeplatają się ze sobą pomiędzy słowami. Rożne stany świadomości i wędrujące pomiędzy światłem i mrokiem emocje.

Trzeba mieć wyobraźnię, aby stworzyć taką książkę. Podobnie jak talent do tworzenia historii, które mają wiele wymiarów, ukryte znacznie i więcej niż drugie dno. Każda opowieść zawarta w tym zbiorze ma więcej niż jedną warstwę. Każda wprowadza inną atmosferę. Każda kładzie nacisk na coś innego. Każda wprawia czytelnika w inny nastrój i wywołuje odmienne emocje. 
 

Katarzyna Ewa Górka,  @katherine_the_bookworm 

FS: Zatrzymajmy się na chwilę nad procesem wydawniczym - jak wygląda i ile trwa selfpublishing od kuchni? 
MO:Podejrzewam, że tyle samo albo nawet dłużej niż w wydawnictwie. Nie piszę o samym procesie pisania książki, bo to indywidualna sprawa. Pętlę pisałam kilka lat, Opowieści niecały rok. Ale zanim powstanie gotowy twór, jakim jest książka, mamy pełen proces pracy z tekstem. Redakcja, korekta, korekta autorska. Dopełnienie różnych formalności, kwestie projektu okładki, cała typografia, przygotowanie składu, druk. W zależności od doświadczenia i tego, jak wymagający jest materiał, czas może być różny. Konieczne jest zaplanowania kolejnych kroków, koordynacja kilku elementów. Myślę, że proces wydawniczy może trwać od kilkunastu tygodni do nawet kilku miesięcy. Sporo zależy również od czynników zewnętrznych i dostępności współpracowników. Choć tak jak wspomniałam, to również kwestia wcześniejszego zaplanowania działań, a nie na ostatnią chwilę improwizacji. 

PĘTLA. NARODZINY

 

Rodzina Korhornów sprowadza się do położonej daleko na północy osady. Nowy dom i odległa kraina mają być dla nich miejscem, gdzie odnajdą spokój, na nowo poukładają swój świat i zapomną o bolesnej przeszłości. Wkrótce jednak okazuje się, że nie wszystko jest takie, jakim się być wydaje. 
To historia o poszukiwaniu. Poszukiwaniu korzeni i prawdy o sobie. Historia miejsca i ludzi, którzy połączeni są ze sobą niezależnie od swojej woli. Historia trudnych przeżyć i wyborów. Poza czasem, poza przestrzenią, która odtwarza się niczym w Pętli. 
Narodziny to historia matki i dziecka, które choć narodzone nigdy nie żyło naprawdę, by wreszcie aby móc się urodzić, musiało umrzeć.

 

Pętla narodziny to jedyna książka w swoim rodzaju, ponadczasowa, niesamowity styl płynący jak rzeka słowo w słowo zdanie w zdanie tak jakby obrazy...
Przeczytałem i nadal czytam choć mam wrażenie że książka zaczyna czytać mnie...
Polecam naprawdę warto!

manwithfog, Lubimyczytać.pl

FS: Jestem przekonana, że wiele osób nurtuje niewygodne w zadawaniu pytanie: czy w Polsce samopublikacja jest finansowo opłacalna? 
MO: Mogę odpowiedzieć na to pytanie wyłącznie ze swojej perspektywy. Na ten moment mi się książki nie zwróciły, dla mnie jest to wciąż inwestycja. Trzeba wziąć pod uwagę, że koszty przygotowania książki do druku i samego druku, to nie są małe pieniądze. Już nie mówię o czasie poświęconym na pisanie, który oczywiście jest bezcenny. Dodatkowe koszty to marketing, promocja. Każda reklama kosztuje, a koszt pozyskania jednostkowego czytelnika, często przewyższa koszt nie tylko wyprodukowania, ale finalnej ceny sprzedaży jednego egzemplarza książki.

FS :Wytrwale I konsekwentnie budujesz swoje autorskie imperium, zamieniając marzenia na realną karierę zawodową. Jednak nie od zawsze znajdowałaś się w tym miejscu. W felietonie dla swójczas.pl wspominasz  o życiu, które niegdyś prowadziłaś – życiu na drabinie do sukcesu, ciepłej posadzie I tak już powszechnie znanym wyścigu szczurów. Stwierdzasz też, że “W moim przypadku moment przełomowy, w którym zaczęłam poszukiwać siebie, nastąpił, kiedy zostałam mamą.” Momenty przełomowe kibicują życiowym zmianom I stają się początkami nowych dróg. Opowiedz o Twoim przełomie, o Twojej drodze.

MO: Ojej biorę te słowa, zapisuję  i przyklejam na karteczce obok lustra. Codziennie będę się do nich uśmiechać i powtarzać w duchu – Niech się staje to imperium;) 
Wiesz, pisanie to było moje marzenie od zawsze. Gdybyś dwadzieścia lat temu zapytała Magdę – co chciałaby w życiu robić, ale robić naprawdę, od serca, co jej w duszy gra – to już wtedy odpowiedziałaby bez wahania; pisać książki. Ale wtedy Magda się bała, nie była wystarczająco świadoma, dojrzała, a może po prostu na pewne decyzje nie mogła sobie pozwolić. I potem przyszła rzeczywistość. Studia, praca. Wszystko zaczęło się fajnie układać. To również były moje świadome wybory, w tamtym momencie chwilowe marzenia. I rzeczywiście wspięłam się na szczeble kariery, nie jakieś spektakularnie wysokie oczywiście. Na pewno takie, w których przestrzeni wciąż obowiązywało człowieczeństwo. No ale mijały lata, wszystko sięzmieniało i tylko mi jakoś z tymi zmianami przestało być po drodze. W pewnym momencie rozejrzałam się wokół i zaczęłam czuć pustkę, a nawet jakieś wewnętrzne rozdarcie. Trochę oczywiście to zbiegło się w czasie z moim macierzyństwem. Bo okres wycofania się z życia zawodowego, a potem powrotu do niego, nie jest łatwy. Ale ja wróciłam, jednak szybko okazało się, że nie jest mi z tym powrotem dobrze. Nie chciałam już trwonić siebie, działać, rozwijać się i piąć wyżej po szczeblach kariery kosztem dziecka, męża, nas jako rodziny. To był dla mnie bardzo nerwowy czas, ale cieszę się, że wróciłam, bo tylko dzięki temu podjęłam świadomą decyzję o odwrocie. Gdyby nie to, być może teraz bym się zastanawiała, czy zrobiłam dobrze. Bo wiesz, to nie jest tak, że hura optymizm i życiowe zmiany są łatwe. Zawsze coś odbywa się kosztem czegoś. Jednak to była wspólna decyzja moja i mojego męża, po prostu nas na ten krok było stać. Przeanalizowałam sobie priorytety, świadomie zrezygnowałam ze źródła mojego stałego dochodu. Skoncentrowałam się na rodzinie, rozwoju i pasji. Inwestowaniu w nią swojego czasu, niemałych pieniędzy i nerwów. Wiem, że nie każdy to rozumie. Być może to kwestia większej pewności siebie, a może mniejszej emocjonalności, ale naprawdę nie jest łatwo być swoim własnym produktem marketingowym. 

FSMasz bardzo dobre kontakty z odbiorcami swojej twórczości. Na Twoich kontach społecznościowych jest mnóstwo przychylnych Ci ludzi, a Ty ze swojej strony odwdzięczasz się życzliwością I autentycznym zaangażowaniem. Jak ważna jest dla Ciebie relacja pomiędzy autorem a czytelnikiem I czy ma wpływ na Twoje pisarskie kroki?
MODla mnie jako autorki relacja z czytelnikami jest bardzo ważna. Życzliwość, jaką otrzymuję, wiadomości i słowa wsparcia dotyczące mojej twórczości, które do mnie docierają. Ja to bardzo doceniam. I ogromnie szanuję moich czytelników, za to, że potrafią obdarzyć mnie zaufaniem, wierzyć we mnie. I co najważniejsza, że tak wielu jest tych, którzy chcą do mnie po kolejne książki wracać. 
Tak naprawdę książka dopiero w rękach czytelnika nabiera znaczenia, ponieważ ktoś chce ją przeczytać. To jest dla mnie bezcenne. Fakt, że jest coraz więcej osób, które cenią mnie jako autorkę. 
To prawda, że ja mam bardzo indywidualne podejście do czytelnika. Z jednej strony ze względu na obraną drogę i to, że tak naprawdę każda wysyłane książka przechodzi przez moje ręce. Z drugiej strony przy wciąż tak ograniczonej skali działania, ja wielu czytelników kojarzę. 
A propos tego wpływu, to ostatnio mówiłam o tym w trakcie jednej z rozmów. Pętlę napisałam, zanim zaistniałam jako autorka. Ja się w social mediach dla tej książki pojawiłam. Do napisania Opowieści natomiast zainspirowali mnie czytelnicy. W tej książce można odnaleźć ślady tekstów, które przekonały ludzi do mnie. I to właśnie fragmenty tych opowieści, jeszcze przed publikacją pierwszej książki, uczyniły mnie autorką, którą ktoś chce czytać. 

FS: Weźmy pod lupę wspomnianą wcześniej nowość – Opowieści światłem I mrokiem pisane. W opisie książki czytamy, że znajdziemy w publikacji ”Osiem różnych opowieści, z pozoru niezależnych historii, które przeplatają się ze sobą pomiędzy słowami.” Spodziewać by się mogło, że Twoja druga książka będzie kontynuacją Pętli. Myślę, że dzieli ze mną to uczucie wielu Twoich czytelników. Skąd pomysł I potrzeba wydania opowiadań?

MO:Ta książka zaczęła się pisać sama. Ja jej nie zaplanowałam w tak zwanym międzyczasie pomiędzy Pętlami. Ale tak jak wspomniałam wyżej, do jej napisania zainspirowali mnie czytelnicy. I to stał się  taki właśnie wobec osób, które mnie czytały na początku w formie opowieści blogowej, swoisty ukłon. Oczywistość, że rozsądnym byłoby w pierwszej kolejności napisać kontynuację książki, która się sprzedała. Czasami zastanawiam się sama nad sobą, czy ja oby działam rozsądnie:) Natomiast Opowieści powstały w tym momencie, ponieważ tak podpowiedziało mi serce, a nie kalkulacja co się bardziej opłaca. 

FS: Czego możemy oczekiwać, otwierając Opowieści i czy historie nadal osadzone są w ramach realizmu magicznego czy postanowiłaś wejść z fabułą w odmienny gatunek literacki?

MO: Tak zdecydowanie Opowieści to nadal jest realizm magiczny. Niektóre z nich są bardziej rzeczywiste ze stanami wewnętrznych przeżyć bohatera, które wkraczają, w nazwijmy to inny wymiar. Niektóre są bardziej magiczne i wędrują w stronę rzeczywistości. Jedynie ostatnie z opowiadań „Pani Wszystkiego” sięga trochę bardziej fantastyki, aczkolwiek nadal uważam, że bliżej tam magicznemu realizmowi, ponieważ cała opowieść może być zinterpretowana na poziomie wewnętrznych przeżyć bohatera. Jeśli ja sama jako autorka miałabym bez spoilerowania i pojedynczymi słowami napisać co możemy znaleźć w tych opowieściach, to będą to: 
Początek i narodzenie, zagubienie i poszukiwanie, samotność i tęsknota, rozstanie i odrodzenie, pragnienie, nieprzystawanie, rozdarcie, wyparcie, odnalezienie, pogodzenie, unicestwienie i odrodzenie się z niego. 

FS: Gdzie leżało źródło inspiracji do napisania drugiej książki? Co tym razem chce przekazać czytelnikowi Magdalena Ojrzyńska?

MO: Ogromną inspirację do napisania tej książki stanowili dla mnie czytelnicy. Wiadomości, które od nich otrzymywałam. Emocje, które odnajdywałam w ich słowach, obrazach, pomiędzy niedopowiedzeniami. Generalnie w Opowieściach możemy znaleźć miłość, pragnienie miłości, różne oblicza miłości i różne jej wymiary. 

FS: Opowieści powstały w trudnym czasie rozszalałej pandemii i w twardych realiach niepewnej ekonomii. Czy nie obawiałaś się, że obecna sytuacja wpłynie negatywnie na dystrybucję, reklamę i odbiór Twojej publikacji?
MOObawiałam się jedynie czy przez ten trudny pandemiczny czas, który miał niewątpliwy wpływ na kondycję psychiczną wielu osób, nie zostaną one przeczytane bardziej z perspektywy mroku niż wyłaniającego się z mroku światła. Co do samej ekonomii, to nie chciałam odkładać tej książki, choć miałam świadomość, jak może być ciężko. Ja ogólnie premierę Pętli miałam tuż przed pierwszym zamknięciem. Poza samym wydaniem pierwszej książki nie odbyło się żadne z zaplanowanych przeze mnie wydarzeń, spotkań z czytelnikami, nie odbyły się stacjonarne eventy poświęcone książką, na których planowałam być. Ten rok pod względem ekonomicznym, czy wyjścia na szerszą skalę jest, powiedzmy stracony, ale mimo to postanowiłam wydać drugą książkę. Ponieważ w chwili otwarcia się rynku nie tylko w skali on-line, mam dla niego już dwie w jakimś stopniu zweryfikowane przez czytelników pozycje. To czyni mnie bardziej wiarygodną autorką, ponieważ w moim własnym odczuciu jednak książka nie czyniła ze mnie pisarki. Nie czynią jej nawet dwie, ale zawsze to kolejny krok w budowaniu tego określenia, które dla mnie wiele znaczy i pragnę na nie zasłużyć talentem, ciężką pracą oraz reprezentowaną jakością. 

FS: Na rynku jest wielu pisarzy, którzy marzą o wydaniu swojej własnej książki. Jakich wskazówek udzieliłabyś osobom, które wchodzą na drogę selfpublishingu?

MO: Na rynku jest wiele osób, które marzą o wydaniu książki. Rynek oferuje ku temu wiele możliwości, są przecież wydawnictwa, które zrobią to za autora za pieniądze. Co ja bym radziła. Żeby to dobrze przemyśleć, uzbroić się w cierpliwość, determinację, ogrom pracy i perspektywę, że może być różne. Dobrze i źle, często trudno i boleśnie. To nie jest łatwa droga, ale gdybym ja była rok temu i podejmowało jeszcze raz decyzję, to i tak bym tę drogę wybrała. Choć mam świadomość, że może się to okazać, tylko ogromnie „kosztowna” pasja. 

 

 

FS: Zdradź proszę, czy istnieje już pomysł na kolejną książkę?

MO: Pomysłów jest kilka, ale kolejna książka to na pewno będzie Pętla. Może nie wprost i bezpośrednio kontynuacja, bo ja nie piszę przecież według założeń i definicji. Ale tak to będzie Pętla. Kiedy się ukaże, nie wiem. Nie będę tego pospieszać. Być może 2021 rok przyniesie dwie kolejne książki, możliwe, że przyniesie tylko jedną. Ale ta jedna to na pewno będzie „jakaś” Pętla.

 

Magdalena Ojrzyńska.jpg

„Pętla. Narodziny” to historia, jakiej na rynku wydawniczym jeszcze nie spotkałam. 
Jestem pełna podziwu dla Magdaleny Ojrzyńskiej za to, że potrafiła stworzyć coś nietypowego, wręcz nowoczesnego, co sprawia, że czytelnik ma szansę rozwinąć swoją wyobraźnię i poszerzyć horyzonty.

Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, @ksiazki_takie_jak_my

 

„Pętla” pozostawia - co osobiście poczytuję za walor - pewien niedosyt w czytelniku; brak jest pełnego, jasnego i dopowiedzianego obrazu (...). Stanowi doskonałą kanwę (i prawie gotowy scenariusz) dla filmu z tzw. otwartym zakończeniem. Pobudzającym odbiorcę do kreowania dalszych losów bohaterów na miarę swoich doświadczeń, tęsknot i ukojeń. 
Jolanta Jadowska

Już dawno tak powoli nie czytałam książki. Już dawno nie skupiałam się tak bardzo na każdym słowie, zdaniu czy bohaterach. I wreszcie już dawno nie czułam dreszczy przy książce. A Magdalena Ojrzyńska dostarczyła mi tego wszystkie na zaledwie 220 stronach. Mała - wielka książka...  

@aellirenn o Opowieści światłem I mrokiem pisane.

 

Opowieści Światłem i Mrokiem pisane” to druga po „Pętli” książka autorstwa Magdaleny Ojrzyńskiej i zarazem moje drugie spotkanie z twórczością tej Autorki. Pierwsze było niezwykle magiczne i śmiało mogę stwierdzić, że ponowne zetknięcie się z jej piórem było tak samo cudowne, 

jak za pierwszym razem. Magdalena Ojrzyńska bowiem czaruje słowem. Jej dzieła to po prostu magia... 

BarbaraAndHerBooks