Monika Lidke, wokalistka

DZIEWCZYNA Z JAZZEM W TLE

Urodziła i wychowała się w Polsce na Dolnym Śląsku. Jako dziecko śpiewała w chórze a później jako nastolatka studiowała gitarę klasyczną pod okiem Cezarego Strokosza w Lubińskim Młodzieżowym Domu Kultury. W 1992 roku wyjechała do Paryża na studia językowe, jednak po dwóch latach pobytu we Francji zaczeła uczyć się śpiewu w Paryskiej Wyższej Szkole Spektaklu. Paryż był miejscem, w którym Monika eksperymentowała w ramach różnych formacji muzycznych, był to czas intensywnych poszukiwań artystycznych. W 2005 roku Monika przeniosła się do Londynu aby rozwijać się jako wokalistka jazzowa.

Ostatecznie dom znalazła właśnie nad Tamizą. Mówi, że jest zestresowana, a w aurze Londynu mniej tego stresu niż w paryskich klimatach.

Z wolną od makijażu twarzą, w wełnianej czapce na głowie odprowadza synka do szkoły. Nie ma w niej śladu rozpieszczonej gwiazdy, a pokłady wdzięczności i ciepła szczelnie wypełniają jej aurę. Jest kobietą, w której rozkochał się Marek Niedźwiecki, i która jak magnes przyciąga do siebie wielkie nazwiska świata artystycznego.

Wszechstronnie utalentowana piosenkarka, kompozytorka i autorka tekstów. Nauczycielka, gitarzystka i lingwistka. Żona i matka, kosmopolitanka i kobieta o wielu zainteresowaniach.

Monika Lidke, jazzmanka z Malczyc w wywiadzie dla Fourth Son.

 

fourth son blog.jpg

FS : Wchodząc w Twój świat dźwięków i niezwykłych klimatów niezmiennie przychodzi mi na myśl ta jedna, natrętna – gdzie jest początek twórczości tej utalentowanej kobiety? Skąd ta chęć i determinacja, która przeobraziła pasję w karierę i sposób na życie?​

ML : Dzień dobry i dziękuję za to rzetelne wprowadzenie czytelnika oraz mnie samej w temat... Kiedy czytam to, co napisałaś, mam przede wszystkim ogromną ochotę podziękować za Twój profesjonalizm i przygotowanie.

 

Wracając do pytania o początek twórczości i dalszą determinację - z perspektywy 25 lat pracy muszę przyznać, że te najważniejsze w życiu sprawy pozostają dla mnie tajemnicą. Wewnątrz nadal jestem dziewczynką z wielkimi marzeniami i ogromną wiarą w człowieka.

Dlaczego dziecko z robotniczej rodziny, wychowane w komunistycznych latach stanu wojennego, w rodzinie bez tradycji muzycznych nagle znajduje w muzyce oderwanie od trudnej codzienności - to można zrozumieć.

W domu słuchamy radia non stop. Muzyka pobudza wyobraźnię, dodaje energii lub wycisza... Ale to, jak życie na początku mojej drogi kierowało mną w tę lub inną stronę - i sprawiało, że czułam, jakbym nie miała innego wyjścia - tego nie jestem w stanie wytłumaczyć...

 

„Kreatywność to inteligencja która dobrze się bawi.” - bardzo lubię ten cytat Alberta Einsteina, który, nota bene, grał na skrzypcach i, jak opisał to jego syn: „Kiedy tylko czuł, że znalazł się na końcu drogi lub w trudnej sytuacji w swojej pracy, szukał schronienia w muzyce”

W tym wypadku, jeśli istnieje Bóg, albo nazwijmy go Siłą Wyższą, lub Tajemnicą - mam wrażenie, że nieźle się bawi kierując nami na różne sposoby, dając takie a nie inne upodobania.

W moim przypadku było pewnie tak: „damy dziewczynie obsesyjną wręcz chęć do śpiewania, ale bardzo cichy, szybko męczący się głos. Dodajmy do tego sztywny kark i ściśnięte gardło - ciekawe jak sobie z tym poradzi” ;-)

 

Myślę, że dużo zawdzięczam przyjaciołom i nauczycielom, którzy na początku mojej drogi inspirowali mnie do pewnych wyborów. Wspomniałaś chociażby Cezarego Strokosza, entuzjastę gitary klasycznej. Dzięki niemu na przykład polubiłam Bacha...

A ponieważ, kiedy już coś pokocham, uzależniam się i nie mam wyboru: słowami pisarki Sue Monk Kidd, „ćwiczę aż stanę się piosenką, która śpiewa mnie”.

 

Ze sztywnym karkiem jest różnie - dzięki niemu polubiłam yogę. Jeśli chodzi o siłę głosu - podziwiam wokalistki z zadziornym powerem, jak Janis Joplin albo Aretha Franklin - ale w pewnym momencie nauczyłam się doceniać również delikatność - i czerpać naukę i siłę z tego, co w nas niedoskonałe.

Foto: Andrew Aleksiejczuk

FS : Odsłuchuję Tum Tum Song – delikatny jazz bossa nova – kreatywny owoc współpracy z Basią Trzetrzelewską. Utwór, który wyborem Marka Niedźwieckiego pojawił się na kompilacji Smooth Jazz Café vol. 13 wydanym przez Universal, a Ty zostałaś nominowana do nagrody Artiste Of The Week w Heart FM Spain.  Współpracowałaś również z wieloma innymi czołowymi nazwiskami europejskiej sceny jazzowej. Możemy tu wymienić Soweto Kinch, Andy Sheppard, Gilad Atzmon, Dorota Miśkiewicz, Arun Ghosh, Marek Napiórkowski, Elżbieta  Adamiak, Jay Phelps, Anna Jurksztowicz, Denys Baptiste czy Shabaka Hutchings. Powiedz proszę, jaki impakt wywarły na ciebie liczne kooperacje na przełomie minionych lat i jak, perspektywicznie ujmując, postrzegasz swoją muzyczną wędrówkę?

ML : Dla tych, którzy lubią się uczyć, życie to jedna wielka lekcja, a w muzyce, w jazzie szczególnie jest tak, że jeśli jest się ciekawym, nauka nigdy się nie kończy. Każdy napotkany człowiek daje nam okazję doświadczenia czegoś nowego. Dlatego lubię współpracować z różnymi muzykami - jako że nie posiadam wykształcenia stricte jazzowego - łapię każdą okazję, aby coś podpatrzeć lub podsłuchać. I mam nadzieję, że tak będzie już do końca mojej drogi.

Jako twórca piosenek - zawsze staram się tak dobierać zespół, aby wydobywać esencję danej idei. Czasem potrzebny jest do tego większy skład, innym razem wystarczy gitara lub kontrabas.

Kiedy odsłuchujesz po raz pierwszy głos Basi na Twojej piosence, płaczesz z radości.

Kiedy stoisz na scenie obok Soweto Kinch, starasz się być jednym z instrumentów.

Dennis Rollins pokazuje Ci, jak rozmawiać z publicznością bez słów, za pomocą dźwięków i mowy ciała.

To są bezcenne przeżycia, stanowią zaplecze pomagające pracować w trudnych momentach, a takich w życiu muzyka nie brakuje. Ale, jak wyraził to Winston Churchill: „Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.” - i tego entuzjazmu, umiłowania do muzyki również uczymy się od kolegów po fachu, zarażamy się ich energią!

 

 

A propos wędrówki - dwa lata temu miałam kontuzję stopy, a rok później - poważny problem z kręgosłupem.

Przez długie miesiące nie mogłam chodzić na spacery - bardzo wtedy doceniłam własne zdrowie. Teraz robię wszystko, aby zachować równowagę - dużo moich muzycznych pomysłów rodzi się w trakcie spacerów. Wtedy też czuję największą odwagę, aby zapytać kogoś sławnego o możliwość współpracy - można to chyba nazwać natchnieniem ;-)

Ruch to zdrowie, a życie muzyka to ciągły taniec w poszukiwaniu równowagi między euforią tworzenia a energią bardziej stabilną, pozwalającą na przykład dokończyć większy projekt.

Obserwując znajomych muzyków możemy wiele się nauczyć, dlatego bardzo ważna jest współpraca.

Foto: Aleksandra Budka

fourth son blog.jpg

Posk, Londyn

FS : „Twórczość Moniki jest obserwacją życia, a w nim głównie tego, co najbliższe kompozytorce”- możemy przeczytać na Twojej autorskiej stronie. „Piękno ale i ciemniejsza strona ludzkich doświadczeń. nieustająca cykliczność energii życiowej odnajdują swoje miejsce obok twórczych pomyłek(...) W Oceanach łez Monika uśmiecha się przez łzy zawsze mając nadzieję, że to, co płynie z serca będzie odbierane sercem.” Opowiedz nam więcej o celowości swojej twórczości bo śmiało można wywnioskować, że owa twórczość to nie tylko tzw. sztuka dla sztuki ale poważna, nacechowana ideami i przekazami ścieżka w głąb człowieczeństwa.

ML : “Tworzysz własną ścieżkę spoglądając wewnątrz siebie i słuchając swojej duszy, pielęgnując własne sposoby doświadczania sacrum, które zaczynasz praktykować - aż do momentu, w którym, to, co praktykujesz stanie się piosenką o Tobie.”

Jeszcze raz pozwolę sobie zacytować Sue Monk Kidd.

 

Jak wspominałam wcześniej, było wiele takich momentów w moim życiu, w których wydawało mi się, że nie ma innej drogi - i tutaj ponownie chylę czoła przed Tajemnicą, z której bierzemy początek i do której wracamy, jak do źródła.

Staramy się wytłumaczyć i zrozumieć, skąd wzięło się życie, jaki jest jego sens, znajdujemy najmniejsze „niepodzielne” cząsteczki materii, a chwilę później okazuje się, że są one zbudowane z jeszcze mniejszych elementów.

Pojawia się koncept nieskończoności - nieskończenie duże to zaproszenie do myślenia ekspansywnego, ale jest w tym również pewien lęk przed nieznanym. Nieskończenie małe to dla mnie osobiście zaproszenie do spojrzenia wgłąb siebie - i taka refleksja, że tam również jest nieskończoność. Więc pracujemy nad narzędziami, dzięki którym będziemy mogli szukać dalej, a końca tej drogi - lub jej początku - nie widać. Mimo wszystko - szukamy- „szukania nam trzeba”.

Ludzkie zmagania z wielką niewiadomą zawsze były ogromnym źródłem inspiracji dla artystów.

Pięknie ujęła to Ann Lamott: „Przeciwieństwem wiary nie jest zwątpienie, ale pewność. (...) Wiara to zauważanie chaosu, pustki i dyskomfortu, i pozwolenie na to, aby sobie były, aż wróci odrobina światła.”

Ciągle zauważam bałagan ale i zawsze wierzę, że wróci światło - i o tym są moje piosenki.

 

 

FS : Wielu artystów opowiadając o wędrówce przez dolinę twórczej samorealizacji wspomina jeden fakt, jedno wydarzenie, jedno spotkanie lub jeden dzień, który w niezapomniany sposób wpłynął na jakość lub bieg dalszej kariery. Czy na Twojej drodze pojawił się ów magiczny „jeden” ?

ML : Mam to ogromne szczęście, że mój kreatywny Anioł Stróż potrafi nawet zepsuć pociąg, aby doprowadzić do ważnego spotkania.

Tak stało się 14 lat temu - pociąg zepsuł się w Barnes, a ja przechodząc obok klubu jazzowego The Bull’s Head usłyszałam niesamowite, ekscytujące dźwięki przypominające Mahavishnu Orchestra... To był Shez Raja i jego kolektyw.... Poczułam ogromne szczęście. Nie byłam wtedy pewna, czy nadal chcę śpiewać, bo wydawało mi się, że niczego jeszcze nie osiągnęłam, a miałam JUŻ 30 parę lat (teraz się z tego śmieję, ale wtedy był to poważny problem dla mnie).

Kiedy usłyszałam muzykę Sheza, pomyślałam, że warto dla takich chwil kontynuować naukę i próbować dalej.

Był czerwiec 2006r.

W 2007r nagrałam pierwszą płytę.

To spotkanie nie było przypadkiem - Shez jest moim mężem, w 2011 roku urodził się nasz synek, Jaś.

Nasze życie oczywiście bajką nie jest, ale nauczyliśmy się szanować i wspierać się nawzajem pomimo przeszkód. Dzięki temu wsparciu oboje rozwijamy się jako muzycy, a przy okazji spełniamy jako rodzice i partnerzy. Nie wyobrażam sobie mojej kariery bez tego spotkania, i myślę, że Shez ma podobnie.

FS : W październiku 2020 roku wyszedł „Let the world be a question” - pieczołowicie przygotowany czwarty album z utworami w języku angielskim i polskim. W projekcie uczestniczyły regularnie z Tobą współpracujące zespoły muzyków w tym polski Vadomaya Collective i Alle Choir London. Opowiedz o tym albumie, począwszy od doboru składu muzycznego, przez teksty a zakończywszy na przekazie i indywidualnych refleksjach dotyczących pracy nad materiałem.

ML : Pracę nad albumem zaczęliśmy w 2015r., jeszcze przy okazji nagrywania polskiej płyty „Gdyby każdy z nas...”.

Nagraliśmy wtedy „Lazy detour”, „Not a bad bone” i „Curious puzzle”.

Wkrótce później gitarzysta Kristian Borring, z którym współpracowałam od 2006r przeprowadził się do Australii, co spowodowało zmianę w składzie zespołu w Londynie - dołączył do nas wtedy Brytyjczyk Matt Chandler, mój sąsiad.

Dosłownie na drugi dzień po tamtej sesji nagraniowej okazało się, że mój tato ma czwarte stadium nowotworu.

To był emocjonalnie trudny czas dla naszej rodziny. Starałam się jak najczęściej latać do Polski, do rodziców. Przy okazji wydania nowej płyty po polsku w 2017r. mieliśmy również sporo zaproszeń na koncerty w Polsce. Na festiwalu Jazz i Literatura w Chorzowie dzięki Pani Marzenie Anioł poznałam wibrafonistę Jana Freichera i tak zaczęła się znajomość z zespołem Vadomaya.

Zaczęliśmy razem występować i nagrywać - na płycie znalazły się utwory:”Samba, biodra i nogi”, „Słuchaniem być” i „Zimowy poranek” oraz jego angielska wersja „A wintening".

fourth son blog.jpg

The Forum, Londyn

W maju 2018r. zebrałam mój odnowiony londyński skład w studio Kore - tym razem na perkusji zagrał z nami Kanadyjczyk Adam Teixeira.

 

Nagraliśmy wtedy: „Making it up as we go”, „Tango”, „Mother”, „Snowflake’s dream”, „W deszczu pod parasolem”.

 

 

We wrześniu 2018 odszedł mój tato.

Bardzo ciężko było mi po jego śmierci, dopiero teraz rozumiem, czym jest żałoba. Moje życie towarzyskie zniknęło - nie byłam nawet w stanie odbierać telefonu. Dotrzymałam wszystkich zobowiązań zawodowych, ale prywatnie zamknęłam się w sobie.

Tymczasem idea czwartej płyty dojrzewała.

 

„Pozwól światu pozostać pytaniem” - tak brzmi tytuł płyty po polsku. Tytuł to fragment tekstu piosenki „Mother” czyli „Mama”, w którym zachęcam moją mamę, a tym samym samą siebie i wszystkie mamy - do odpoczynku... Ten utwór zaczęłam pisać obserwując jak moja mama opiekuje się chorym tatą. Myślałam o własnym zmęczeniu, kiedy mój syn był malutki, i o tym jak trudno było mi wtedy odpoczywać, bo kiedy on spał, ja ogarniałam dom albo własny admin muzyczny... Przeczytałam wtedy wywiad z Dorotą Miśkiewicz, która opowiada, że tak samo jak jej mama Grażyna, ona sama zawsze wszędzie biega.

Patrzyłam na moją mamę, na jej bezustanne krzątanie się, i myślałam: no tak... mam tak samo.

Więc napisałam: „Wszystkie te myśli i sprawy, które definiują Ciebie jako matkę - widziałam jak odleciały daleko hen, tam, gdzie ktoś inny się o nie zatroszczy!

Zamknij oczy, znajdź swoje własne miejsce w przestrzeni w oddechu, stań się rytmem fal, niech świat pozostanie pytaniem, a Ty odpoczywaj”.

 

Inny utwór, o którym chciałabym tutaj wspomnieć to „Making it up as we go” napisany z gitarzystą Mattem Chandlerem.

Mieliśmy próbę i Matt zaczął grać swój nowy pomysł, a ja włączyłam nagrywarkę i zaczęłam improwizować ten właśnie tekst - „Wymyślamy wszystko w drodze, poza czasem, jakby w transie. To co, że nie mamy planu? Boczne ścieżki to też świetna zabawa, chodź ze mną!”

 

Ten tekst był dla mnie do końca zagadką, miałam wrażenie, że prowadzi mnie w labirynt trudnych do wyrażenia prawd o człowieku - „Zrozumieć naturę kłamstw, w tym tkwi cały sekret. Czy prawda coś zmieni? Lubimy trzymać się szablonów. Ale proszę, nie opuszczaj mnie!”

 

„Odchodzimy nie po to, aby złamać komuś serce, nie po to oddajemy się bez reszty, aby wyrównać rachunki”.

 

Kiedyś słuchałam wywiadu z synem Wojciecha Młynarskiego. Jan zarzucał Wojtkowi, że tata tylko pracuje - i że to i tak „świata nie zmieni”. Wojciech odpowiada: „A właśnie że zmieni”.

I tak powstała część tekstu do piosenki o uwalnianiu się z toksycznych relacji pt. „Tango”:

 

„Na każdy nasz lęk przypada

Uśmiech losu

Jeszcze większa

Czysta radość zamiast ciosu

Tak, o tak odpowiem

Tyle mogę, tego chcę naprawdę

Coraz bardziej

 

 

Uśmiech losu

Jeszcze większa

Czysta radość zamiast ciosu

Zobacz

Z każdym krokiem

Zmieniam siebie

Zmieniam wszystko wokół

FS : „Let the world be a question” został wydany w bardzo trudnym globalnie okresie pandemii. Mało tego – sama zebrałaś fundusze na wydanie albumu. To dość odważna inicjatywa zważywszy na rozwijający się kryzys gospodarczy. Jak wyglądał cały proces zbiórki pieniędzy i wydania materiałów? Czy obecna sytuacja na świecie – w porównaniu do poprzednich publikacji - odciska zauważalny ślad na kolportażu i promocji płyty?

ML : Ponieważ album był przygotowywany na przestrzeni pięciu lat - bardzo chciałam wydać go w 2020r. Z wyboru samodzielnie finansuję swoje płyty - daje mi to zupełną swobodę artystyczną. W tym konkretnym przypadku zbieranie funduszy przez platformę Kickstarter umożliwiło mi wydanie płyty winylowej - zawsze o tym marzyłam. Dzięki naszym wiernym fanom udało się zebrać potrzebne fundusze i płytę wydałam samodzielnie w październiku ubiegłego roku.

Sposób w jaki rozprowadza się muzykę w ciągu kilku ostatnich lat zmienił się diametralnie - ale w przypadku gatunków niszowych zawsze jest małe grono melomanów, którzy szukają czegoś więcej niż mp3... Do takich właśnie osób kierujemy naszą muzykę - pierwsze recenzje z różnych stron świata są bardzo pozytywne, jesteśmy więc dobrej myśli.

FS : Pandemia pokrzyżowała plany wielu artystom na całym świecie. Byłaś bardzo czynną piosenkarką – dużo podróżowałaś i koncertowałaś, współpracowałaś z wieloma muzykami i bardzo aktywnie kierowałaś swoje kroki w nowe przestrzenie i współprace. Jak odnajdujesz się w nowej rzeczywistości i czy znalazłaś swoje własne remedium na rozwój?

ML : Tak, oczywiście wiele się zmieniło. Nie koncertujemy, nie możemy się spotykać - tego nam wszystkim bardzo brakuje. Muzycy jazzowi muszą grać razem, aby poczuć energię i napęd do dalszej pracy...

Ale radzimy sobie na wszelkie możliwe sposoby - pomaga w tym technologia.

Kupiliśmy z mężem świetny sprzęt do nagrywania, oboje komponujemy dużo nowej muzyki. To ogromy luksus, móc nagrywać wokale w domu. Dużo się uczę w tej chwili na temat nagrywania i współpracuję z fantastycznymi muzykami z różnych stron świata - myślę, że nie byłoby tak, gdyby nie pandemia.

Przerwy w rutynie są potrzebne - ta jest jednak bardzo długa... Z ogromną ciekawością czekam teraz na pierwsze próby z zespołem, pierwsze spotkania z publicznością.

Myślę, że to będzie niezwykła radość.

FS : Odkrywasz poezję Andrzeja Ballo, dzięki której znajdujesz w sobie pokłady uczuć o jakie siebie nie podejrzewałaś i śpiewasz jego poezję. Zachwyca Cię sztuka Anny Król z projektu WcinAnki i finalnie Ania projektuje okładki Twoich płyt. Zaczynasz uczyć się portugalskiego z myślą, że będziesz śpiewać w oryginalnym języku bossa nova i jestem pewna, że owe utwory powstaną. Masz lotny umysł i nie tylko obserwujesz i chłoniesz, ale wprowadzasz w życie i adaptujesz w swojej sztuce twórczość innych artystów. Przyciągasz ludzi dając, ale równoczesnie czerpiąc. Czy ta dziecięca wręcz ciekawość, pasja i odczuwanie piękna jest częścią szerszej filozofii życia, jaką kierujesz się w życiu codziennym?

ML : Bardzo bym chciała, żeby tak było... po części tak jest, ale tak jak życie każdego z nas - moje jest również przepełnione rutyną. To mi bardzo doskwiera, często jestem z tego powodu przybita. Z jednej strony chcę się przeciwko temu buntować, ale jednak lubię swojego rodzaju przewidywalność i chcę zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa w domu...

Dlatego, kiedy czyjaś twórczość dotyka mnie w taki sposób jak poezja Andrzeja Ballo - zaczynam się temu przyglądać - i jeśli to jest odpowiedni moment - poddaję się swego rodzaju szaleństwu: dostaję obsesji i pracuję nieustannie, maniakalnie... I to jest lekka praca, bo energia bierze się z ogromnego zachwytu i umiłowania dla czyjejś sztuki, tworzenie czegoś razem może być świetną zabawą. Dlatego uwielbiam współpracować z różnymi artystami, dzięki temu czuję że żyję.

Kolaże Ani Król (@wcinanki) są tak niesamowicie piękne, i arcyciekawe iż zapierają dech w piersiach - cieszę się ogromnie z naszych okładek.

A z portugalskim jest tak, że chociaż jeszcze mam przyciężkawy akcent, nagrałam już pierwszą piosenkę w tym języku ;-)

Lubię uczyć się języków, to ogromna przyjemność, poza tym taka nauka świetnie wpływa na mózg - a wszystkim nam powinno zależeć na utrzymaniu go w młodzieńczej formie.

fourth son wywiad.JPEG

PREMIERA!

 

SPECJALNIE DLA Fourth Son

PREMIEROWA ODSŁONA OKŁADKI NAJNOWSZEGO SINGLA Moniki Lidke.

Projekt: Anna Król, @wcinanki

FS : Słuchając Twoich wypowiedzi i obserwując konta społecznościowe nie zauważa się doświadczonej, współpracującej w międzynarodowych składach piosenkarki jazzowej. Raczej skromną, wrażliwą dziewczynę z sąsiedztwa, której przydarza się stać w świetle reflektorów. Czy kiedykolwiek kariera zauważalnie wpłynęła na Twoje życie w wielopłaszczyznowym słowa tego znaczeniu?

ML : Uwielbiam pisać piosenki, kocham śpiewać, nauczyłam się, chociaż nie było to łatwe, wychodzić z muzyką do ludzi. Jednak światła reflektorów nigdy nie były dla mnie celem samym w sobie... Nie jestem osobą znaną i trudno jest mi sobie wyobrazić życie osób bardzo sławnych, to musi być bardzo trudne... Więc nie sądzę, aby moja praca miała wpływ na to jak żyję.

Natomiast tworzenie i dzielenie się muzyką uznaję za niezwykły przywilej - czerpię z nich ogromną radość i energię do przeskakiwania ponad codziennością.

Na przykład niby stoję w kolejce do kasy w spożywczym, ale.... w mojej głowie leci taki film:

„Na Via dell Amore

nie dotykamy ziemi

niesiemy się

zbieramy turkusy i czerwienie

resztę obracamy

w antymaterię...” (tekst A. Ballo)

I już da się żyć.

Sztuka, literatura, muzyka - są dla mnie niewyczerpanym źródłem nadziei.

FS : Bardzo zaangażowałaś się w akcję Strajk Kobiet, oferując wsparcie i pomoc na miarę własnych możliwości.  Niewielu artystów decyduje się na ujawnienie własnych przekonań szczególnie w obliczu wydarzeń mających drastyczny wpływ na losy kraju. Nie obawiasz się zaszufladkowania poglądowego czy też odrzucenia ze strony odbiorców?

ML : Z Polski wyjechałam w 1992r. Z dystansu bardzo mocno widać pewne różnice, wypaczenia. Z jednej strony przekonania religijne, do których każdy ma prawo.

A z drugiej - czy moje przekonania powinnam narzucać innym i ograniczać czyjąś wolność, bo uważam to za słuszne?

Osobiście uważam, że są sytuacje, w których interpretacja pewnych kwestii posuwa się za daleko i powstaje sytuacja ekstremalna - w której trudno o zdrowy rozsądek.

Nie oceniajmy, i nie decydujmy za innych, i nie zabierajmy im wolności o decydowaniu o swoim życiu i zdrowiu.

FS : W rozmowie z Alexem Slawinskim mówisz, że zbierasz już materiał na kolejną płytę! Zdradzisz kilka szczegółów dotyczących projektu?

ML : Oczywiście - w czasie pandemii napisałam kilka nowych piosenek zainspirowanych obecną sytuacja oraz kilkoma lekturami. Tym razem będzie to płyta z aranżacjami na smyczki. Nagraliśmy już połowę - niezwykłe aranżacje tworzy dla nas producent i wiolonczelista Wayne Urquhart (aka Wulfnote). Wayna poznałam przy okazji pracy nad poprzednią płytą i tutaj muszę przyznać, po raz kolejny przenoszę się w zupełnie inny wymiar... Chylę czoła przed jego ogromnym talentem, wyobraźnią i energią - nasze wspólne nagrania bardzo pomagają mi przetrwać ten trudny czas.

FS : Wielu młodych wokalistów marzy o zawiązaniu kariery zawodowej związanej ze swoimi pasjami. Korzystając z lat własnego doświadczenia - jakich rad udzieliłabyś młodym ludziom, którzy stoją na początku swojej drogi?

ML : Poznaj siebie i zastanów się, dlaczego coś robisz. Idąc dalej - jakie aspekty danej drogi sprawiają, że nazbierasz koloidów, a które z nich zupełnie Cię nie inspirują?

Zapisz to w łatwo dostępnym miejscu - i często tam zaglądaj - taka samoświadomość przyda się w momentach kryzysów, albo kiedy trzeba będzie dokonać trudnego wyboru.

 

Nie czekaj na przyzwolenie od rodziców, kolegów, rób swoje.

Jeśli nauczyciel systematycznie zabija w Tobie wiarę w to co kochasz i czym żyjesz - zmień nauczyciela. Szukaj mentorów, dzięki którym będziesz chciała żyć tym, co kochasz.

 

Kiedy już coś osiągniesz - nie przestawaj się rozwijać. Słuchaj krytyki ale tylko od osób, które są specjalistami w Twojej dziedzinie. Nadal nie oczekuj zrozumienia i wsparcia od rodziny i przyjaciół - jeśli są, to świetnie, jeśli nie, to trudno. Przebaczaj i rób swoje: tylko ty możesz to dla siebie zrobić.

fourth son blog.jpg

Foto: Monika S. Jakubowska

"Piękna, delikatna, uzależniająca. Nie mogę się uwolnić od tej muzyki. Po prostu samo dobre. Szczere gratulacje. Pani Moniko, jestem Pani fanem". 

- Marek Niedźwiecki o muzyce Moniki Lidke

"Monika śpiewa wspaniałym, krystalicznym głosem, którego słucham codziennie, mając wrażenie, że życie staje się lepsze."

- Basia Trzetrzelewska.

"Muzyka jest dla mnie jednym z cudów tego świata i dziękuję wszystkim, którzy pomagaja mi wcielać moje muzyczne marzenia w rzeczywistość. Muzyka, jak miłość, nigdy nie ustaje… "

-Monika Lidke

Monika Lidke  strona oficjalna

Sklep

Fanpage

Instagram

Dyskografia:

 

Waking up to Beauty  2008

 

If I was to describe you  2014

 

Gdyby każdy z nas  2017

 

Let the world be a question  2020