Jasność - ciemność

Centrum. Godzina 19. Ciemność.


Zza otaczających budynek kurii krzewów wychodzi grupka młodych chłopaków. Spieszą się.

- To tylko kilka kropel – mówi jeden z nich ze znawstwem i wprawnym ruchem rękawa wyciera z twarzy krew.

Maszerują do swoich. W stronę ciemności.


Centrum. Godzina 19. Jasność.


Z towarzyszeniem trąbek i pewnie stawianych kroków, słychać:

- JE – BAĆ – PIS.

- JE – BAĆ – PIS.

Wieczorami, główne arterie miasta są zasilane krwią protestujących. Nie jest to chłodna i skostniała krew. Ta krew płonie...


Centrum. Ciemność.


Nieopodal, na szczycie schodów przed drzwiami do katedry, w milczącym dwurzędzie stoi zakon. To do nich wracają ci młodzi chłopaczkowie, którzy wyglądali jakby wypuścili się na łowy, ale sami stali się zwierzyną. Stają obok, KARNIE, broniąc wejścia do kościoła. Milczą. Przewodnicząca tak zwanego kółka różańcowego, przybiera się do rozpoczęcia modlitwy. Bierze do ręki mikrofon i gromiącym spojrzeniem upewnia się, czy pacholę włączyło megafon. Pacholę kiwa głową, że wszystko działa.


- Matko, strąć do piekieł tych, którzy podobni do lucyfera, sprzeniewierzyli się woli Boga – rozlega się skrzywiony przez sprzęgający głośnik głos przewodniczącej tak zwanego kółka różańcowego. Niech ogarną ich czeluście ciemności. Zgładź proszę wszystkich grzesznych i niewierzących…


W tym momencie pod katedrę zbliżają się dwie młode dziewczyny, licealistki może, studentki. Niosą kartonik z napisem: MOJA PUSIA NIE JARUSIA, i URODZIMY WAM LEWAKÓW. Ich kroki są jak ruchy baletnic między ciemnością, a latarniami, a lawirując, trafiają zawsze w najjaśniejsze pola. Są jak pierwszoplanowe aktorki na scenie. Nie bały się wyjść. Obrońcy wiary stoją zbyt wysoko aby to dostrzec. Wpatrzeni w przewodniczącą, jak niemi widzowie, pozostają w ciemności.


Słychać zbliżające się trąbki i okrzyki. Zapewne to do nich zmierzają baletnice. Żeby poszerzać arterię krwiobiegu.


Na drogach dojazdowych do centrum tworzą się coraz większe korki. Jeszcze niedawno przypadkowo nadjeżdżające auta przyłączają się do manifestacji wolności, wytrąbiając trzy znajome sylaby. Poza tym nikt na nikogo nie trąbi. Wreszcie, na chwilę, miasto opanowuje jasność. Opanowuje ogólne podniecenie; naprzód, naprzód - słychać głos wydobywający się z wnętrza.


- To straszny czas dla introwertyków – zamyślam się z lekką ironią.


Wszyscy, bez względu na skłonności, zostali wezwani, aby się opowiedzieć i dokonać wyboru. Gra idzie o własną jasność lub własną ciemność.


Dziewczyny wyrywają nas z piekieł.



Eli Buczyński

101 wyświetlenia2 komentarz