Kobiece sztuczki




Eligiusz Buczyński

HAAA – HAAAAA – HAAAAAAA – HA - PSIK!!!


Kichnęła.


Przystajesz na środku ulicy i oniemiały patrzysz na to zjawisko. Ta eksplozja na zewnątrz wywołuje implozję w tobie. Dławisz się, jakby ogromny soliter domagał się wypuszczenia, a ty rozpaczliwie na to nie pozwalasz. Dławisz się, ale stoisz prosto. Czekasz. Eksplozja i implozja w jednym. Przez moment wszystko wokół zastyga. Jak w Matrixie, jest czas na zastanowienie.


Kichnęła.


To coś znaczy.


Ludzie wokół zaczynają się poruszać, świat wraca do swojego rytmu, ruchu i cię trąca. Nawołuje, żebyś i ty szedł dalej, a ty nadal stoisz, próbując złapać dwie szare komórki i przepchać swój ruch:


- Na zdrowie - - - ?


Bardziej pytasz, niż życzysz.


Przyglądasz się, czy nie towarzyszy jej jakaś mina. Stałeś się kolekcjonerem min. Już umiesz je dostrzegać, choć nadal nie potrafisz ich rozbroić.


- Dziękuję – odpowiada. I jak gdyby nigdy nic sięga do torebki po chusteczkę. Śliczny nosek wyciera.


Dla pewności nie spuszczasz z niej wzroku jeszcze przez dwie sekundy.

A więc jednak to było zwykłe kichnięcie. To nie był znak, że przed tygodniem powiedziałeś coś nie tak i nadciąga bezkrwawa zemsta.



Kobieta ma nas zwieść lub ogłupić. W zasadzie jedno i drugie chodzi jako pakiet.

W toku ewolucji procesu emancypacji, u kobiet wykształcił się gen niezależności. Ponieważ są fizycznie słabsze, bywają ciut sprytniejsze i ciut szybsze. Może nawet bardziej spostrzegawcze. W każdym razie zanim zorientujesz się, że wyłożony na biurku klucz oznacza, że masz pójść i zamknąć salę, upłynie dużo wody w każdej rzece. A ona chodzi jak ziemia przed trzęsieniem. Oblewasz ewidentny test na domyślność. Kobieta nie po to wykłada klucz, żebyś ty siedział. Masz wstać i zamknąć salę. Zrozumiano?


Rok wykłada, w końcu wpada na pomysł, żeby ci to oznajmić. Wprost. Po oznajmieniu będziesz sklasyfikowany między niedomyślnym osłem, a dżdżownicą. Wiara w gatunek zostaje nadszarpnięta.



Spróbuj jeden z drugim okazać słabość wobec jej wdzięków. Te sztuczki są najboleśniejsze.


Umawiacie się.


Wybierasz się długo i wdzięcznie, więcej wody perfumowanej, wiadomo. Wesoło podchodzisz do auta, wciskasz kluczyk – sezamie otwórz się. Wsiadasz, włączasz muzyczkę, przeglądasz się swojej facjacie w lusterku podśpiewując, i radośnie odpalasz. Wyjeżdżasz w zieloność i przestwór oceanu. Telefon na widoku.


W połowie drogi sms od niej.


- Jednak dziś nie mogę…


Po pierwszej akcji zaczynasz kląć. Po drugiej kupujesz fajki. Po trzeciej sprzedajesz wóz. Piec by się przydał, taki kaflowy, zamiast napalać się mógłbyś w nim napalić. Później dowiesz się, że to normalne, zdrowe i naturalne. Tak działa weryfikacja, czy absztyfikantowi naprawdę zależy. Jeśli zależy, uspokoi się, miną mu fumy - dumy i grzecznie, bez atakowania – spróbuje jeszcze raz.


Aż pewnego razu któraś sztuczka zalezie za daleko i, de facto, przestaniesz się odzywać.


Ale na to jest kolejna sztuczka.



- Waleria, a te perfumy w Sephorze, to w jakiej cenie były?


- Pomyłka – odpisujesz z triumfem.


Ona dobrze wie, że pomyłka. To miała być pomyłka. Pomyłka kontrolowana, więc nie pomyłka. Pomyłka, dzięki której znów mogłeś dać znak, że wciąż żyjesz. Bo przecież ona w głębi serca martwi się o ciebie. Martwi się, ponieważ jest naturalną opiekunką i jeśli się nie odzywasz, to płoszysz jej spokój. To dla niego, dla świętego spokoju, te wszystkie pomyłki.


I kiedy przedobrzy, a bywają takie momenty, ubierze się w coś, co pomoże ci przypomnieć sobie o jej wdziękach. Założy na dupę kieckę i przejedzie jak prezent koło nosa. Mimo wszystko marzysz, żeby go rozpakować. A jej się akurat zamarzyło to samo. To znaczy, chce być rozpakowana.


Przyjacielu - nie wahaj się.


Bierz i rozpakowuj.


Przeszedłeś siedem gór sztuczek.


Eligiusz Buczyński

125 wyświetlenia