Kochaj mnie!

Aktualizacja: cze 26



Witaj w Nowym Roku!


Za nami Sylwester…


Przed nami dwanaście nowych miesięcy.


Pięćdziesiąt dwa tygodnie do wypełnienia.


Trzysta sześćdziesiąt sześć dni do cieszenia się . Niezliczona ilość okazji do karmienia się dobrymi słowami, niezliczona ilość chwil do zwierzeń, rozważań, westchnień, uniesień serca, przemyśleń, zmian, zakochań w życiu, niezliczona ilość momentów do spełniania życzeń, składanych o północy w sylwestrową noc…


Przejdź się jednak kiedyś o szóstej rano na spacer w pierwszy dzień stycznia… Widok jest opłakany. Śmieci, puszki, butelki po alkoholu, wypalone końcówki sztucznych ogni, zużyta prezerwatywa w cieniu bramy starej kamienicy, zarzygana apaszka z fragmentami pogniecionej serpentyny, odór moczu, pety, podarte kabaretki zwisające smętnie z parapetu i wszechobecne pozostałości po odpalonych petardach.


Mgła.


Szaro.


Zimno.


Smutno.


Strasznie.


Chowam ręce do kieszeni płaszcza w kolorze fuksji, przyspieszam kroku.


Jestem kolorowa, jestem trzeźwa, kocham i jestem kochana, czuję się rześko, myślę jasno. Nie zawsze jednak tak ze mną było…


Myślę, że historia wielu ludzi to historia takiej nocy sylwestrowej. Mieli swoje dziesięć sekund na scenie życia. A jeśli los im sprzyjał – mieli nawet swoje pięć minut. Wszyscy na nich patrzyli. Eksplodowali na nieboskłonie, a ludzie bili brawo i patrzyli na nich z zazdrością, niemal uwielbieniem, snując marzenia… Chcieli być tacy jak oni. Chcieli ubierać się tak jak oni. Chcieli mieć to, co oni. Chcieli żyć tak jak oni. Ja nie mam na myśli w tym momencie żadnych gwiazd „show-businessu”. Mówię o ludziach takich jak my. Jak Ty i ja. Zwyczajnie niezwyczajnych.


A po latach… oni są tylko niewypałem. Czują się puści, smutni, samotni, wypaleni. Mając wszystko - nie mają nic, co mogłoby dawać im choć cień miłości na co dzień. Popadają w alkoholizm lub w hazard. Szukają rozrywek w pornografii, w narkotykach albo pracują bez opamiętania. Zdradzają swoich współmałżonków. Rozrywają na strzępy swoje rodziny. Przesiadują godzinami w fikcyjnych światach gier, kasyn lub socjal-mediów. Gromadzą pieniądze, kolekcjonują drogie rzeczy, niekoniecznie piękne. Robią sobie nacięcia na skórze, żeby zagłuszyć ból duszy. Czasem popełniają samobójstwa.


Dlaczego? Zastanawiałeś się dlaczego? Dlaczego swoim splendorem zasłonili blask gwiazdy wskazującej drogę? Kiedy i dlaczego pozwolili złu zniszczyć swoje życie, które teraz wygląda identycznie jak mój spacer pierwszego dnia stycznia?


Skąd się bierze zło? Zastawialiście się kiedyś nad tym?


Świat się stacza. Ludzie robią różne rzeczy w życiu, dokonują różnych wyborów, wchodzą w różne głupoty, robią złe rzeczy, wchodzą w układy niegodne człowieka z jednego prostego powodu. Bo szukają miłości, bo szukają akceptacji, szukają swojej wartości, chcą być dla kogoś ważni, chcą być nadzwyczajni, wyjątkowi.


Kiedy widzimy różne miejsca, w których ludzie się zezwierzęcają, miejsca które są…. nazwałabym to antyBoże, abntyczłowiecze, antywartościowe, poniżej jakiejkolwiek godności – mówimy wtedy : tak, to jest ten zły okropny świat. Na szczęście mnie to nie dotyczy. Ja jestem okay i nie mam sobie nic do zarzucenia.


Ja kiedy na to patrzę - przypominam sobie własne złe rzeczy z przeszłości, niedobre sytuacje, w które wchodziłam, grzechy, które popełniłam… I dziś, po latach, wiem już dlaczego to robiłam. Ja chciałam być kochana. Ja chciałam być warta czegoś, chciałam pokazać sobie i innym, że jest we mnie coś godnego kochania, coś godnego podziwu, coś godnego naśladowania nawet.


Nie chcę usprawiedliwiać zła całego świata, ale chcę Wam pokazać skąd się ono bierze.


Jednym ze źródeł, nie mówię, że jedynym… , ale jednym z największych źródeł zła i tego, że robimy złe rzeczy, a nawet, czasem ( przyznaj się sam przed sobą) robimy rzeczy, które się nie mieszczą się innym głowie jest to, że tak bardzo potrzebujemy akceptacji, tak bardzo pragniemy miłości, tak bardzo szukamy wartości…. I stawiamy sobie wciąż nowe cele, dążymy do wzbogacenia się za wszelką cenę, katujemy swoje ciała, pompujemy mięśnie, trenujemy umysły, jaramy trawę, żeby wyluzować albo napierdalamy coś twardego, żeby zapomnieć, wchodzimy w bezsensowne znajomości, w byle jaki seks, uczymy się języków, pochłaniamy anabole, rozwijamy dziwaczne pasje i coraz to nowe zamiłowania, upijamy się do nieprzytomności, oglądamy porno, nieustannie szukamy nowych inspiracji…. Wydaje nam się, że jak wreszcie tacy będziemy, albo wreszcie posiądziemy to wymarzone coś lub ( co gorsze!) kogoś, albo osiągniemy taki cel to wtedy będziemy godni kochania.


Ludzie zaczynają wtedy udawać. Kombinować. Świetnie to widać w socjal-mediach. Ludzie pokazują tylko to, co w nich jest piękne, albo tworzą sobie fikcyjne, piękne warstwy i elementy bo myślą, że w ten sposób będą bardziej kochani, bardziej akceptowani. Pani, która na facebooku gotuje zupkę marchewkową dla dziecka, przed chwilą kręciła filmik jak „robi loda” listonoszowi w łazience, żeby wysłać kochankowi w nocy przez messenger. Mąż w pracy. Jak zwykle. Ale nuda. Dziewczyna gwałcona przez ojca pisze romantyczne wiersze o miłości na Instagramie, a koleś, który wstawia fotki z bajecznych podróży po całym świecie ma za sobą trzy nieudane próby samobójcze. Nie daj się na to nabrać. Ci ludzie nie wiedzą, że popełniają największy błąd w swoim życiu . A jeśli też to robisz, a wciąż nie czujesz się piękny, piękna, kochany, kochana, wartościowy, wartościowa… pomyśl, że nawet jak ktoś złapie się na ten haczyk, to ten ktoś nie będzie kochał Ciebie tylko wytworzony przez Ciebie obraz, a Ty….


Prawdziwy Ty nadal nie jesteś kochany.


Prawdziwa Ty nadal nie jesteś kochana.


Ciebie nadal nikt nie kocha.


Oni kochają tylko fikcyjną rzeczywistość, czyli to, co Ty próbujesz przedstawić. Prawdziwa miłość polega na tym, że kocham człowieka którego spotykam właśnie takiego jaki jest. Mało tego - próbuję moją miłością wydobyć z niego najlepsze rzeczy, które w nim są, których może nawet na pierwszy rzut okaz nie widać, albo, których jeszcze nie ma (!?), które się jeszcze nie pojawiły, jeszcze nie wyrosły… Ale wyrosną. Wyrosną dlatego, że ja kocham tego człowieka i spędzam z nim czas. I razem robimy dobre, piękne rzeczy.


Łatwo jest oceniać zło tego świata, ludzi gorszących, narkomanów, nosicieli Hiv, złodziei, żebraków, dziwki, oszustów, których wykolejone życie jest dalekie od medialnej sielanki, alkoholików, socjopatów dręczących swoich najbliższych, ludzi którzy robią zło, udają miłość by zdobyć prestiż albo pieniądze… ale nie poprzestańmy na tym.


Tak - nazywajmy rzeczy po imieniu. Zło to jest zło, ale starajmy się pamiętać, że jest tam drugie dno, druga warstwa… (pfff)… i trzecia, i piąta, i trzydziesta siódma… I pod spodem, pod tymi warstwami ludzie krzyczą o miłość, wołają o zauważenie. To jest strasznie smutny widok, kiedy człowiek sam wybiera upodlające go działania w imię potrzeby bycia kochanym i akceptowanym. Jeszcze smutniejszy - kiedy dotyczy to dzieci…


Przyjrzyjcie się sobie czy czasem sami nie robicie takich rzeczy. Myślę, że każdy z nas je robi… Spróbujecie z tym powalczyć. Spróbujcie też pokochać człowieka, tak naprawdę, takiego, jakim jest tam z tyłu. Pomyślcie czasem o ludziach, którzy są gdzieś obok Was i robią złe rzeczy. Nie zamykajcie oczu na zło. To nie o to chodzi. Ale spróbujcie usłyszeć ten krzyk bo łatwo jest nam ocenić, osądzić.


Zobaczcie i usłyszcie ten krzyk. Kochaj mnie!


Czasem szept…. Tylko mnie kochaj….


A jeśli ktoś swoim splendorem zasłoni Ci blask gwiazdy wskazującej drogę to spójrz na tę jedną, jedyną, najważniejszą.


Betlejemską.


Ona zawsze poprowadzi Cię tam jest Miłość.


Z a w s z e.



***



Skąd wiadomo, że ktoś jest zły? - zapytała mnie - Chyba to po nim widać prawda?

Powinienem był wtedy odpowiedzieć jej tak : owszem widać, ale trzeba spojrzeć w odpowiednim momencie. Bo ten sam człowiek, który okrada kasę sklepową z nożem w ręku, może uśmiechnąć się do ciebie, stojąc obok na światłach. Facet, który zgwałcił trzynastoletnią dziewczynkę, w kościele śpiewa pobożne hymny. A twoim sąsiadem może okazać się ojciec, który porwał własną córkę.


Zło nie jest pojęciem absolutnym. Zło jest względne. Zapytaj rabusia, który napada na sklepy, żeby wyżywić swoje malutkie dziecko, gwałciciela wykorzystywanego seksualnie w dzieciństwie, porywacza, który miał niezbitą pewność, że ratuje życie.


To, że ktoś złamał prawo, nie oznacza automatycznie, że zszedł na złą drogę. Czasem jest tak, że droga sama podkrada się pod stopy.


I zanim człowiek się obejrzy, już jest po tamtej stronie.”



Kasyno Życia na podstawie Joudi Picolult



70 wyświetlenia3 komentarz