Matka.

Aktualizacja: cze 26


Renata Dominek.

Mamy matkę ziemię, z której pochodzi wszystko, co na niej wzrasta i matkę naturę, nieprzewidywalne źródło tajfunów i tornad… Zależnie od naszych doświadczeń, słowo „matka” może nam się kojarzyć z ciepłą, życzliwą kobietą albo mrozić krew w żyłach.


Nie wszystkie jesteśmy matkami, ale każda z nas miała matkę. Albo marzyła o matce. Związek pomiędzy matką a córką jest związkiem świętym, czystym, gwałtownym, pełnym napięcia, pełnym wybuchowych min i pępowinowych wiązadeł, które się rozciągają, ale… czasem też duszą.


Na kozetce u psychologa szkolnego: Określ w kilku słowach, jak wyglądał w dzieciństwie twój związek z matką. Co pamiętasz? Jakieś szczególne chwile? Bolesne wspomnienia?


Żadnych bolesnych wspomnień. Pamiętam każdy dzień moich urodzin…

-Każdego roku drugiego dnia marca budzi mnie dźwięk śpiewu: „Sto lat!”- mówię szeptem, jakby to była jakaś wielka tajemnica.

-Natychmiast wiem, że to jest mój wielki dzień. Otwieram oczy i odkrywam, że wokół mojego łóżka przywiązane są balony, kokardy, kolorowy baldachim... Różnie bywało, zawsze wyjątkowo…

Rozpoczyna się świętowanie.

Mama zawsze stała przy łóżku, trzymając tort z wetkniętą w niego zapaloną świeczką, obok był tata, z prezentem w dłoniach i oboje mówili podekscytowani: „Wszystkieeeeeeeego najlepszeeeeego!”. Och co za radość! Piski zachwytu, pocałunki, uściski i: „Hurra!” witały mnie w tym dniu tak samo, jak zostałam przywitana po przyjściu na świat. Tato znów szepnął, że mnie kocha. Mama przypomniała mi, jaka jest szczęśliwa i dumna z tak wspaniałej córki.


Wydawać się mogło, że moje dzieciństwo było bliskie ideału. Żyłam w świecie, w którym tata mnie chronił, mama mnie wychowywała, a ja rosłam pełna radości. Oto gleba, na której mogła rozwijać się dusza dziewczynki, ogród, w którym mogło rozkwitać jej młode serce. Każda mała dziewczynka powinna być kochana, przytulana, dostrzegana i uważana za skarb. W takiej rodzinie- ma szansę wyrosnąć na silną, piękną i pewną siebie kobietę. Gdybyż tak było zawsze i u wszystkich… Dosłownie tuż za moją ścianą rozgrywał się dramat. Kiedy skończyłam pięć lat zostaliśmy zmuszeni do przeprowadzki. Nie pamiętam pijackich awantur i burd, w epicentrum których tkwiła młodsza ode mnie o pół roku dziewczynka, ale pamiętam, że ona wciąż chowała się w szafie. Nie. Ona nie chowała się. Ona mieszkała w szafie. Zanosiłam jej czasem ciasteczka. Chyba była moją pierwszą przyjaciółką. Często mówiła mi, że jej mama jest najlepsza na całym świecie. A ja się dziwiłam. To niemożliwe. Przecież to moja jest najlepsza. Jako dzieci, nie miałyśmy krytycznych zdolności do przetworzenia i uporządkowania tego, co nam się przydarzało na co dzień. Rodzice byli dla nas jak bogowie. Zwłaszcza– matki.


Na kozetce u psychologa szkolnego: czy rozmawiałaś o swojej matce z przyjaciółmi? Porównywaliście między sobą wasze relacje rodzinne?


-O tak! Naturalnie… Moja cioteczna siostra wychowywała się w domu z agresywnym konkubentem i słabą matką. Ilekroć ten facet bił jej starą ( tak ją nazywała), uznawała ona, że widać zrobiła coś źle i zasługuje na to. Moja druga przyjaciółka z dzieciństwa, od urodzenia dostawała od rodziców sygnały, że oczekiwali chłopca. Matka była bardzo rozgoryczona faktem, że w domu narodziła się trzecia dziewczynka i głośno to manifestowała. Ewa od najmłodszych lat planowała samobójstwo. Po pierwszej komunii uznała, że jest święta i to jest najlepszy moment, żeby iść do Nieba, oszczędzając wszystkim dalszych kłopotów i rozczarowań. Mama mojej koleżanki z licealnej ławy była kobietą samotną i zapracowaną więc Asia wciąż udawała, że jest chora, żeby uszczknąć choć trochę jej uwagi, a ja bardzo często siedziałam w ławce sama. Ojca nie znała. Porzucił je obie tuż po jej narodzinach. Asia wzięła winę na siebie, jak wszystkie dzieci. Opiekuje się mamą do dziś. Moja współlokatorka z okresu studiów nie potrafiła przypomnieć sobie ani jednej wspólnej zabawy z rodzicami. Była ponadprzeciętnie inteligentna i bardzo agresywna. Wspominała mnóstwo drogich zabawek i stosy książek, które otaczały ją od urodzenia. Jej ojciec wiąż romansował. Matka zażywała prozac i biła swoje dzieci od najmłodszych lat.


Tak więc… Moja na tej kanwie wypadała całkiem nieźle…


Wszystko zmieniło się kiedy poznałam Gośkę. I matkę Gośki. Poczułam w swoim sercu dziwne, nieznane mi dotąd uczucie. Gośkę i jej mamę łączyło coś, czego nie mogłam pojąć. Gośka chodziła z mamą do kawiarni, na zakupy, do kosmetyczki, do ginekologa. Gośka z mamą trzymały się za ręce. Zwierzały się sobie. Drętwiałam, patrząc jak mama przytula Gośkę, całuje ją w policzek albo poklepuje przyjacielsko po plecach. Kiedy Gośka skończyła osiemnaście lat- mama zabrała ją do ekskluzywnego klubu, zamówiła dwa drinki i częstując pewexowskim Marlboro (jak w amerykańskim filmie!), powiedziała: „Pal, jeśli ci się to spodoba wolałabym, żebyś paliła w domu, a nie „po kątach”. Moja mama też paliła, ale dla mnie czynność ta była absolutnie zabroniona. Kiedy skończyłam osiemnaście lat powiedziała: „Jak się tylko dowiem, że zaczęłaś palić- pożałujesz!” Wtedy zrozumiałam ból swojego nastoletniego serca. One były przyjaciółkami. A my nie. Paliłam od szesnastego roku życia a ona nie miała o tym zielonego pojęcia.


Na kozetce u psychologa szkolnego: Czy relacja z mamą zaczęła się zmieniać kiedy to odkryłaś? Gdy zaczęłaś dorastać?


- Moja mama nigdy nie pracowała, dbała o dom. O nas. O mnie. O tatę. O babcię, która z nami mieszkała. Prała. Sprzątała. Robiła zakupy. Nie pamiętam, żeby moja mama bawiła się ze mną, ale nie ubolewałam z tego powodu. Ona nie nadążała za moją wyobraźnią. Nie lubiła gotować, ale zawsze czekała na mnie z dobrym obiadem. Wyprawiała każde moje urodziny, a potem imieninowe „prywatki” choć mieszkaliśmy w jednym pokoju i na czas pobytu moich przyjaciół musiała siedzieć z ojcem w kuchni. Każdego dnia pytała „Co w szkole?” i była tym żywo zainteresowana. Kiedy byłam mała- codziennie odrabiała ze mną lekcje. Pięknie rysowała. Szyła mi najmodniejsze ubrania z francuskich żurnali kiedy byłam nastolatką, ale nie pozwalała mi się malować. Prawie wszystkie dziewczyny w szkole już się malowały. Zawsze mówiła: „Ty nie jesteś wszyscy". Dbała o moje dobre wychowanie. Nie pozwalała mi włóczyć się po ulicach po dwudziestej, kiedy inni już dawno mogli. Gdy zaczęłam dorastać odkryłam, że moja matka była (jest po dziś dzień) kobietą dominującą i kontrolującą. W przeciwieństwie do matek moich przyjaciółek: wycofanych, zastraszonych, osamotnionych. Z wyjątkiem mamy Gośki ( uwaga! nowa kategoria: matka-przyjaciółka).


Moja mama zawsze mówiła nam co mamy robić. A tata zawsze się z nią zgadzał. Pantoflarz"- myślałam i buntowałam się, ale niezbyt mocno. Kilka wybryków, na co mnie stać i sprawdzianów, na co ją stać, szybko pozbawiło mnie nastoletniego animuszu. Kary nieadekwatne do moich poczynań zrobiły swoje. Pięć minut spóźnienia na kolację- tygodniowy zakaz wyjścia z domu gdziekolwiek, poza szkołą. Nigdy na mnie nie krzyczała. Nigdy nie podnosiła głosu. Nigdy nie robiła awantur, nawet wówczas, kiedy odnalazła mój pamiętnik i śmiała go przeczytać. Nigdy też mnie nie pocałowała, nie przytuliła, nie objęła ramieniem kiedy wydawało mi się, że właśnie świat się skończył. Nigdy nie zapukała do drzwi mojego serca i nie zapytała jak się czuję… Dostałam dożywotni zakaz spotykania się z Gośką. A ja kochałam Gośkę tak samo jak dziewczynkę, która mieszkała w szafie. Coś wówczas we mnie pękło i nie chciało się zabliźnić, podczas gdy ona wróciła do swoich „przesłuchań”: Co robisz? Co czytasz? Jesteś głodna? Kim jest Jakub? Lekcje zrobione? Co po maturze? Jakie plany na przyszłość?


Na kanapie u Gośki z Marlboro light w zębach ( pół roku później): Dlaczego mama nie zabierała cię na zakupy? Na lody? Na takie babskie wypady tylko we dwie? Przecież jesteś jedynaczką. Nie miałyście podobnego gustu i zainteresowań?

Puszczam kółka z dymu, żeby się nie rozryczeć

-Nie - odpowiadam. Nie wiem. Mam to w dupie.


Na kanapie u Gośki z drinkiem w ręku ( rok później): Czy twoja matka zna w ogóle głębsze pragnienia twojego serca? Wie, że podoba ci się sąsiad spod siódemki, który wygląda jak Indianin? Że chcemy po maturze wyjechać do Szwecji? Ej… czy ona w ogóle wie, że my nadal się spotykamy? Gośka wybucha niepohamowanym śmiechem.

-Zwariowałaś??? – chrypię… Mam kulę w gardle.

-Ona by tego nie przeżyła…

-Czego?- pyta Gośka, zaglądając mi głęboko w oczy.

-Wszystkiego… - odpowiadam i spuszczam wzrok.


Na Moście Westchnień ze swoim synem (osiemnaście lat później): Jaka właściwie jest teraz twoja relacja z babcią? Przegadałyście to? Można powiedzieć, że jesteście ze sobą blisko?


-Przegadałyśmy jeden raz. Popłynęło wiele łez… Nie jesteśmy blisko. Nie zaakceptowała mojego związku z twoim tatą. Był moment kiedy kazała mi wybierać: albo ona albo on. Płakała i histeryzowała jak mała dziewczynka. Obraziła się i przestała do mnie odzywać. To było żenujące. Idiotyczne. Śmieszne i straszne zarazem…


I wówczas, tam na tym moście, coś się wydarzyło. Pstryk. Nagle zrozumiałam, że moja mama też kiedyś była małą dziewczynką. I jak wszystkie małe dziewczynki piastowała w swoim sercu najskrytsze marzenia. Chciała kochać i być kochana. Chciała się bawić i czuć bezpiecznie. Niestety. Urodziła się zaledwie pięć lat po zakończeniu wojny. Tuż po niej narodzili się siostra i brat. Miała trudne dzieciństwo. Nie miała żadnych zabawek oprócz tych, które sama sobie zrobiła. Nikt jej nie głaskał i nikt jej nie przytulał. Jej ojciec umarł tuż po osiemnastych urodzinach. Urodzinach, o których nigdy nie pamiętał… Szybko skończyły się beztroskie dni, o ile w ogóle kiedyś były. Zamiast studiować, musiała iść do pracy by pomóc babci wyżywić rodzinę. Została zmuszona by przejąć kontrolę i przestać rozczulać się nad swoim losem, a ja całe życie oczekiwałam od niej czułości, przyjaźni, beztroski. Oczekiwałam czegoś, czego ona nie mogła mi dać, ponieważ sama tego nie dostała, nie doświadczyła… Po powrocie z Włoch spojrzałam na moją mamę jak na dziewczynkę, która mieszkała w szafie i pokochałam ją od nowa, całym swoim dorosłym sercem.


Nigdy nie będziemy przyjaciółkami, ale zawsze będziemy się kochać. I dostałam od niej znacznie więcej niż mogłam sobie wymarzyć.


Na swoim hamaku, pod Merton Premier (dzisiaj): Kobiety dowiadują się od swoich matek, co znaczy być kobietą a od ojców, jaką wartość ma kobieta. Jeśli matka dziewczynki czuje się dobrze ze swoją kobiecością, swoim pięknem, swoją siłą, to istnieje szansa, że jej córka również tego doświadczy. Za wszystko, Mamo, dziękuję. Zwłaszcza za tatę. To był Twój najlepszy wybór.

Tekst zawiera fragmenty Dziennika osobistego pt.„Urzekająca” J&S. Eldregde





Renata Dominek.





55 wyświetlenia