Matka.

Aktualizacja: cze 26


To co osłania, obejmuje i pochłania, nieuchronnie wskazuje na matkę”

Carl Gustaw Jung

„Archetypy i symbole”


Eligiusz Buczyński

Matka dała mi życie czwartego grudnia 1978 roku. Data, jak wiele innych, kojarzona z Barbórką, a skoro nie urodziłem się Barbarą, więc żeby nie było tak zwyczajnie i bezbarwnie, matka przez lata podkreślała:

–TO BYŁA ZIMA STULECIA.

Pociągi z rodziną spieszącą na chrzciny zatrzymywały się w polu, czapy śniegu nie pozwalały im przejechać dalej, pasażerowie marzli, denerwowali się, a jednak jak Trzej Królowie do Betlejem, mając za przewodniczkę właśnie narodzoną gwiazdę – podążali dalej. Tak trudno było dojechać, że z pewnością to nie przypadek –TO BYŁO COŚ WYJĄTKOWEGO.


Trochę naciągane?


Ależ przecież matki od tego są. Od ustalania swojej własnej hierarchii wartości i ważności. Od ustalania stanów wyjątkowości, w odróżnieniu od stanów wyjątkowych. Ustalanie stanów wyjątkowości swoich synów i wprowadzanie ich w życie, przychodzi im najlżej; najłatwiej, najnaturalniej i naturalnie- stało się również moim udziałem.


W przedszkolu byłem chudy.


-Ależ, jaki ty byłeś chudy, synku! W życiu, w tym twoim przedszkolu drugiego takiego chudego nie widzieli….


W szkole podstawowej uczyłem się średnio, przynosiłem głównie czwórki.


-Ależ, jakie to były czwórki, synku! Twoje czwórki to jak piątki, a nawet szóstki u innych.

-Dlaczegóż, matulu?

- Bo ty byłeś od nich wszystkich bardziej zdolny… tylko troszkę leniwy– dodawała cicho mateczka.


No, skoro tak, skoro od narodzin stan wyjątkowości był wprowadzony, utrzymywany i nieustannie poprawiany jak przechylony obraz w galerii, więc szło to dalej, zgodnie z tym co pisał Carl Gustaw Jung w swoich „Archetypach i symbolach”: „Chce on (syn) poniekąd znaleźć się w opiekuńczej i żywicielskiej sferze matki, szuka pozbawionego wszelkiej troski niemowlęctwa”.


A ja w tej ucieczce od złego świata ku beztrosce szukałem nader aktywnie i nader bliziutko. Nie wysilając się, znalazłem erzac w postaci: chlania.


I to obróciło się przeciwko niej. Była taka chwila w życiu, kiedy to ja poprawiałem obraz w galerii i zaznaczałem swój stan wyjątkowości, wbrew jej podejrzeniom i oczywistym faktom.


- Piłeś!

- No, skąd– ja?


W głowie matki zachodził proces, ten sam od pra–dziejów, czyli od dnia moich narodzin. No tak, skoro jego urodziny były wyjątkowe, przedszkolna fizyczność nadzwyczajna, a szkolne czwórki niebywałe, to albo mówi prawdę, albo ciut zaledwie, dosłownie o milimetr poprawia obraz. Jeśli nawet pił – sądziła w myślach matka - to nie tak destrukcyjnie jak ci jego staczający się po równi pochyłej koledzy. I tak dalej i tak dalej.


Dlatego dziś trzeba zachowania czujności wobec stanu własnej wyjątkowości. Co więcej, będąc odrealnionym, można nadawać przesadną ważność sprawom błahym, drugorzędnym, oddalając się od głębi, prawdy i od rzeczywistości. Tak jak zauważył Jung: „Nic więc dziwnego, że traci kontakt ze światem rzeczywistym”.


Nasze bezpieczeństwo, nasz rozwój, szacunek i ochrona słabszych są najważniejsze.


Matki dają synom ogromne wsparcie, często nawet zafałszowując obraz rzeczywistości. Rzecz w tym, żeby umieć wykorzystać ów wkład i dojrzale przyjrzeć się sytuacji. By stwierdzić, że stan wyjątkowy dla ratowania życia: TAK, lecz stan wyjątkowości dla zakrywania kłamstw, karmienia kompleksów i owego poczucia „wyjątkowości” rządzących: NIE.

Kocham.



Eligiusz Buczyński




135 wyświetlenia