Milczenie


Nigdy nie sądziłem, że w moim dojrzałym życiu nadejdą ciche dni. Marzyłem o tym, że ze swoją kobietą będę rozmawiał, że będę opowiadał o niemal wszystkim – poza erotycznymi fantazjami – oczywista. Z wiekiem doświadczyłem, że „rzyganie prawdą” też może boleć, więc ominę niektóre wydarzenia, również.


Jakoś tak po dwóch latach od wejścia w dorosłość, czyli przeszło dwadzieścia lat temu, wystarczająco znudziłem się rutyną. Tą codziennością, tym biadoleniem w kółko o tym samym i pracy na okrętę, której spełnieniem miały być tygodniowe wakacje na Mazurach, w domku pokrytym eternitem. Rozmyślałem, rozmyślałem i wymyśliłem dwa wyjścia. Pierwsze


- to alternatywny świat i podziemie artystyczne. Drugie


- milczenie.


Swoje milczenie porównałbym do naładowanego sztucera. Sztucer patrzy, kontroluje, sztucer nawet jak nie wie gdzie, to wie, że sieje strach i ze strachu te kaczki same się wypłoszą i wyjdą z ukrycia. Czuję, że jestem groźny, kiedy się nie odzywam. Ci, co wiedzą, mają poczucie, że naboje siedzą w magazynku. Nie wiadomo kiedy i gdzie


- pierdolnie.


Gdy tak milknę, staję się nabitym sztucerem.


Przede wszystkim obdarowuję milczeniem podstępne gadziny i ignorantów. Piętnaście lat temu najdobitniej przekonała się o tym pani sprzątaczka z dawnego miejsca pracy. Do dziś powinna pamiętać, jak zignorowałem jej „Dzień dobry”, po tym jak odkryłem, że nie sprzątnęła, tylko zrobiła pierdolnik większy niż był. Udawała niewinną. Nigdy już nie usłyszała pozdrowienia z moich ust, aż do przejścia na emeryturę. Najbardziej podpadła nie tym, że nabałaganiła, ale udawaniem niewinnej, a jak wiadomo, w tej robocie, każdy się ujebie i miotłą tego nie wymieciesz.


Co by nie mówić, trzon milczenia, testowałem na siostrze. Po nieudanej rozmowie, zamknęliśmy się na siebie na rok, potem Święta i na kolejny. Z tym że przy niej jestem jak wesoło plumkające jaccuzi wobec głazu. Dar nieodzywania się z powodu tego, że coś JEJ nie pasuje, ma odziedziczony po ojcu. To daje dobre dziesięć lat przewagi już na starcie. Cóż, trudno, nie ze wszystkim można się urodzić. Nawet w rodzinie jak widać, geny nie są rozdawane sprawiedliwie. Za to – bez obaw - do wszystkiego można dojść


- idźmy więc dalej.


A co to, ja nie byłem kiedyś fajnym facetem? Takim, z którym panny nie chciały umawiać się na randki? Niestety, musiały się przy tym trochę namęczyć. Najbardziej ta pierwsza, która czekała na dworcu, w obłokach pary, na nadjeżdżający pociąg, z którego miałem wysiąść. Coś mi się odwidziało to spotkanie i wybrałem dzikich kolegów z lasu, z którymi wciągaliśmy THC ze szklanych lufek. Nigdy się już do niej nie odezwałem.


No i żarty się skończyły kiedy się zakochałem. Pisałem już o tym w Kobiecych sztuczkach, piszę teraz. Kiedy się zakochujesz, stajesz w prawdzie. Obnażasz się i stwierdzasz, że nie umiesz wiele. Wtedy jest najtrudniej. Patrzysz w lustro i nie umiesz o sobie powiedzieć dosłownie nic. Bo nie nauczyłeś się co znaczy okazywać uczucia. Bo myślałeś, że jesteś Bóg wie kto, a jesteś Nikt.


Wtedy milczeniem dopasowujesz sobie świat. Chcesz go zmniejszyć, poskładać jak sznurek i schować do kieszeni. Manipulujesz i starasz się stłamsić również ją. Na początku, zanim się zorientuje, że sztucer może nie jest nienabity, to nawet wystarczy. Chodzi wytresowana jak piesek. Ale ona to przecież dzikie zwierzę, które nie da się ujarzmić.


Musiałem coś z tym fantem zrobić. Poszedłem pogadać z Bogiem. Usiadłem w jednej z ławek w pustym kościele, wyznałem Mu, że nie daję rady. On nie milczał, wręczył mi pióro w dłoń. Zaczął się etap, którego nie potrafię skończyć.


Nawet jak milknę


to zawsze się odzywam


w literach, słowach


wierszach.



PS. A zaczęło się jak zwykle w dzieciństwie. W trakcie jednej z zabaw z dziećmi z sąsiedztwa - dobrze nam szło - po prostu ulotniłem się i zniknąłem im z oczu. Dzieci podeszły pod okno domu, w którym mieszkałem i jak koty w rui zaczęły wołać


- I – li – giuuuusz, I – li – giuuuusz!!!


PS2. Czy odpowiedziałem?


PS3. Oczywiście, że…



Eligiusz Buczyński


ebook On

Poeci w sieci

122 wyświetlenia2 komentarz