O tworzeniu, pisaniu i kolegach.

Aktualizacja: cze 26


Duch Osobny

Ludzie są ważniejsi niż ja sam. Ludzie są jak armaty, albo wystrzały ze sztucerów. Ludzie są jak chmury, wielkie i nieodgadnione. Ludzie są pojemni jak mgła, albo skoncentrowani jak lampy. Podoba mi się kiedy tworzą. A najbardziej kiedy piszą.


Kiedy wydałem swój pierwszy tom „Oddechy”, jeden z moich znajomych, dużo starszy ode mnie, przedstawiciel handlowy firmy produkującej kanapki powiedział, że wszystko wychodzi od słowa, więc pisanie jest pierwszą i najważniejszą ze sztuk. Bawiliśmy wtedy na wczasach nad jeziorem Serwy. Mieliśmy do dyspozycji eternitowe domki, żar lejący się z nieba i pomost. Na głowie - rodziny. Po wygłoszeniu swoistej apoteozy literatury, znajomy teatralnie uniósł brązową butelkę z pienistym napojem, zrobił pauzę, i upił porządny łyk zamykając oczy przed słońcem. Trudno. On się napił, a ja zapamiętałem. Zapominając jednocześnie, że pismo wywodzi się z obrazków.


Obrazki, rysunki, malunki – to było pierwsze i według mnie obrazy są najbliżej natury, najgłębiej oddają rzeczywistość. Chociaż moje skłonności zwracają się ku słowu.


Patrząc na obraz nie muszę znać autora, albo jest w nim coś co mnie zachwyca, albo nie umiem dotrzeć do istoty i go pojąć. A kiedy czytam, to od razu muszę się dowiedzieć, czyje to są słowa, czyli kto to napisał. Jeżeli nazwisko nie jest mi znane, najczęściej niewielki fragment tekstu wystarczy, żeby uznać czy ten ktoś ma talent. W zależności od tego jak go rozwijał i czym karmił ducha. Ale sam talent wywołuje we mnie pewną dozę uznania i zaintrygowania odkrywaniem nowej indywidualności. Przysłuchując się słowom szukam w sobie poruszeń - gdzie, która strefa została poderwana, nieraz i do lotu.


Uwielbiam obrazowanie. I lubię świat barwny, zaskakujący, z odwagą eksponujący humor. A nie dociera do mnie wymysł i wymyślanie. Czym się różni jedno od drugiego? Bo świat jest barwny sam w sobie…O kurwa, ale poszedłem, przepraszam, to niezupełnie ta strona, w którą chciałem iść.


No i przenieśmy się do początku.


Kiedy wstaję – już nie podchodzę do okna, aby odkryć Boga, bo wiem, że jest. Kiedy wstaję, to zazwyczaj czytam. Dziś rano czytałem „Quichotte’a” Salmana Rushdiego. Iskry sypały się z moich oczu.


Zachwyt nad genialnym powrotem. Kiedy facet leży w łóżku i sypie iskry z oczu, to wiedzcie, że coś czyta. Talent Rushdiego też się rozwijał. Jego pierwsza książka - Grimus - pisana w czasach kiedy pracował jako copywriter w agencji reklamowej, jest delikatnie mówiąc niestrawna. Co takiego się wydarzyło, albo czym podkarmił talent, że zaraz po debiucie napisał swoje najbardziej docenione dzieło - Dzieci północy? Jakby odkrył maszynę do uruchamiania wyobraźni i się do niej podłączył.


Odłożyłem Quichotte’a i zajrzałem na Instagram.


Taka wolta.


Znalazł mnie tam wiersz. Autorka też powracała po długiej przerwie, a jej tekst mnie wołał jak puszczyk w wieczornym lesie. Słowa przechodziły płynnie z jednego obrazu w drugi, „drony siały jej wiersze”, czułem moc. Tyle dobra od człowieka dla człowieka. Wysłałem jej w zamian serduszko. Smutne, znak czasów. Za dobry wiersz nagrodą jest to, że ktoś go w ogóle przeczytał. Poezję powinno się celebrować. Uruchamiając wyobraźnię, natchnienie, wzruszenie, a nawet jeśli jest ku temu powód – wesołość, radość i piwsko. Najważniejsze, nie być obojętnym. Można odtańczyć taniec przy ognisku, albo chociaż w pokoju. Spójrzcie jak ci bohaterowie i bohaterki – poetki są skurczeni w sobie, jacy niepewni, jacy nieśmiali, jakby zatracili jasność, czy skorupa jajka jest już przebita, czy nie. Pewności dodają nagrody. Dlatego deklamujmy dobre wiersze przy ogniskach i w pokojach, jakbyśmy byli świadkami cudu.


Najważniejsze jest niewidoczne dla oka. Najwięcej tak zwanych polubień dostają grafomani. Ale my dziś nie o tym. My dziś o pomnażaniu światu nowych cudów, o wierszach wyłuskanych z talentów.


I tak mniej więcej w połowie, tak, dokładnie w połowie dnia, przyszedł On. Najpierw zapytał co słychać, a potem czy coś tworzę. Sam wyglądał jak stwór z obcej planety, w tej przyłbicy. Jednakże, wyjaśnijmy coś, kiedy zjawia się nagle dawno nie widziany On i zadaje pytanie dotyczące twojej twórczości, to tak naprawdę chce podzielić się swoją. Na szczęście akurat nie byłem w trakcie twórczego aktu, w żadnym amoku szukania i posiadania metafor czy egzaltacji towarzyszącej dobrze podłożonym słowom pod obrazy lęgnące się w umyśle.


On skorzystał z tego, że nic nie miałem mu do przekazania i zapytał, czy może mi przeczytać swoje trzy nowe wiersze. Powiedziałem, że wystarczy jeden. Właściwie nie wiem dlaczego zastrzegłem, że wystarczy tylko jeden. Może dlatego, że słucham całym sobą. W zasadzie sporo mnie kosztuje słuchanie czyichś nowych wierszy. Znów czułem się jak akuszer. A co jak dziecko okaże się martwe? Tworzone bez talentu? A ja nawet po głosie poznam, czy ktoś wie co napisał, czy zmyśla. Czy znajdzie się tam charakterystyczne słowo, czy to będzie zwyczajnie banał. I będę to wiedział, choć nie muszę go rozumieć.


On zabrał się do czytania, wyjął telefon, a ja odpłynąłem. Poczułem, że jego łódź odpływa ze mną, do innego miejsca, innych zarośli. Powiedziałem, a właściwie poprosiłem, żeby przeczytał następny. I ten utrzymał mnie przy nieznanych mi brzegach, do których wywiódł pierwszy. Siedziałem w jego łodzi, zupełnie bezbronny.

- „Stworzyliśmy sobie klatkę i oglądamy swoje bezpieczeństwo”.

Zaprotestowałem. A chwilę później wycofałem się z tego.

- Pandemia! - krzyknął. Właśnie teraz jesteśmy zamknięci w klatkach!

- Rzeczywiście - przyznałem mu rację – oto nasze piekło. Bywa, że najtrudniej jest codziennie mu się przyglądać.

- Dawaj następny.


Skończył czytać. Zacumowaliśmy. Chce brać udział w konkursach. Prestiż, odrobina wygranego grosza, żeby talent mógł zostać dokarmiony. Nie dziwię się, talent łaknie blasku. Przynajmniej na początku. Musi się nasycić światłem, choćby odbitym, księżycowym i zostać uznany. Jeszcze nie wiemy co będzie potem. Kiedy talent stanie się lampą, która przyciąga ćmy.

A my wokół będziemy ćmami.

Będziemy tańczyć w pobliżu i bić brawo.

I czekać na więcej światła.

Proszeni, a nawet nie proszeni.


Duch Osobny




52 wyświetlenia