Otwierajcie kulturę!



Bunt wznieci słowo poety.

Cz. Miłosz, Campo di Fiori




Zaraz wybuchnie we mnie tupanie nogami i potrzeba wywrzeszczenia braku. Pandemia, narodowa kwarantanna, jednak szmateks działa. Pełno ludzi, a każdy dotyka wszystkiego. I wielki napis: JESTEŚMY OTWARCI! Tylko co tam da moje tupanie.


Ja wiem, sytuacja nie jest prosta. Zachowajmy dystans, reżim sanitarny, pozwólmy ludziom pracować.


Tymczasem we Włoszech też lockdown, młodzież skrzykuje się w proteście, siada na ulicach, żąda powrotu do szkół. Chłopaczek mówi do kamery: Ekipa rządząca ma gdzieś kulturę i edukację.




"Prawie milion zaszcepionych Wlochów, w Portugalii lockdown, w Szwecji "wyścig z czasem" "

tvn.24




Grzmi mi jakoś Maslow, który przy okazji silnego upojenia piwskiem obmyślił swoją piramidę moich potrzeb. Dzisiaj spece od motywacji coraz częściej widzą uproszczenie tej teorii.

Coś mówi we mnie: Otwierajcie kulturę, bo chleb i igrzyska już mamy! Poza tym kultura kiełkuje w głowie. I z tego łba nikt nam nic nie zabierze, bo myśli rodzą się cały czas, myśli są wolne, kultura ostatnio jakby coraz mniej.


Wszystko nam zamknęli. Przez pandemię. Galerie sztuki nie działają, galerie handlowe zamknięte, a jednak otwarte. Wystarczy jak zwykle znaleźć lukę w prawie.





Gastro protest jakby przycichł, co sprytniejsi sobie radzą, właściciel neoklasycznego pałacyku na Mazowszu wiesza się w nocy w lokalu, który zamierzał otworzyć w maju pandemicznego roku. Kultura przechodzi na onlajny i niektórzy mają się dobrze. Pojawiają się wirtualne warsztaty teatralne, zwiedzanie muzeów na odległość, podróże pandemicznym palcem po mapie.


Wyciągam pamiętniki z autografami, biletami z koncertów, galerii, paragony dla porównania. I jak durna staję pod Muzeum Plakatu. Ludzi wokół mnóstwo, bo akurat Ogrody Świateł w Wilanowie otworzyli. Radość, śmiech dzieci, wszyscy w amoku ujęć foto. Żyję, ale jakby z deficytem kultury. Na ulicach polskich miast mnóstwo serduszek, ale to już wojna na uczucia polityczne. Hotele świecą oknami w kształcie serc, ale hotele są teraz mniej warte. Po taniości można je nabyć drogą kupna-sprzedaży. WOŚP przycichł, nie ma Jurkowego „Siema”.


Książki przekazuję do wrzutni. Z ulubionej niewielkiej biblioteki wyciągam „Tygodnik Powszechny”,

bo reszta prasy za bardzo próbuje mnie przeciągać na swoją stronę. Zaprzyjaźniona bibliotekarka mówi, że prawie nikt tego nie czyta. Kilka razy obejrzałam Mistrza i Małgorzatę. Tu publiczność się pojawia, bo czym jest kultura bez szczerze rozdziawionej gęby. Niczym.





Mistrz i Małgorzata

Teatr Telewizji TVP



W centrum mojego miasta przyklejam nos do szyby. Gapię się na obrazy. Ostatnio czułam sztukę, gdy poszłam do Elektrowni. Czułam też strach. Zapach towotu w ulubionej galerii. Londyn ma Tate Modern, a Białystok ma dawną elektrownię. Bałam się oglądać AntiGonnę z jej nożem wbitym w TO miejsce, ale ministry mnie zachęciły swoim rozpaczliwym gromieniem granic sztuki. Trochę racji mieli, ale nie politrukom ustalać, co dziełem jest, nawet jeśli ludzie wolą ładne obrazki. Porno-horror nie do każdego przemawia, więc temat w sobie zostawiam. Są też dość wymowne, by tak rzec nieco górnolotnie, puste miejsca na obrazy białoruskich twórców. Zarekwirowali je na granicy.



Galeria Arsenał

Strach



Tymczasem na warszawskiej Starówce publiczny różaniec, który zagłusza skutecznie tych od walki o legalny wybór, prawo do babskiego ciała. Karuzela rozpalona iluminacją „Zakochaj się na święta”, inna niż u Miłosza, ale buntu w ogóle brak, rozmów o realnych działaniach też. Dzień Oszczędzania Energii i deklaracje władz miast, że skoro pandemia, narodowa kwarantanna, to i świątecznych światełek nam nie włączą. To tylko puste gadki. Starówka pełna pańskiej skórki, serków góralskich (bo przeca oscypek to znak towarowy zastrzeżony).


Hale Mirowskie też sobie poradziły. Od czwartku do niedzieli można wypić wino ze sztuką za pan brat. A ja akurat mam potrzeby kulturalne we wtorek. Uciszam je kolejnym wirtualnym spektaklem, ale co to za udział. W Wierszalinie dali nam latem sznurki dystansu, wieczorne komary na nasze katharsis, a na Jesus Christ Super Star siedzieliśmy przedzieleni owstążkowanym fotelem. Chcę jeszcze poczuć skrzypienie desek i szybkie brawa, chcę widzieć nie tylko Dostojewskiego, nie tylko monodram; chcę wyjść na antrakt, napić się nalewki u Witkacego, zatańczyć, ludzi spotkać, jeszcze raz zobaczyć najlepszy spektakl ever.




Witkacy.pl



Niektóre prywatne muzea zgadzają się wpuścić człowieka, gdy ładnie poprosi. Wróciłam nawet do kadry sportowej, żeby cieszyć się kulturą fizyczną legalnie. Poczucie absurdu dojrzewa, więc mam mętlik w głowie, nie wiem, co wolno, czego nie wolno. Ale chyba najbardziej nie wiem, komu wolno, a komu nie wolno. I tu mnie ponosi. Fajerwerki zabronione poza godziną przejścia, a jednak mój pies słyszy je przez kilka dni.





Podchodzi mi do gardła myśl z Ostatniej Wieczerzy, Gastro Protestu w moim ukochanym zaściankowym mieście: Ja nie proszę, ja żądam.


Otwórzcie kulturę!




Małgorzata PA





17 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

To jest wojna