Przedwiośnie

Na ulicach, przy krawężnikach, albo w szczelinach (niech będzie na cześć Jolanty Brach – Czainy – istnienia), zalega jeszcze śnieg. Teatry znowu zamknięte i nie ma gdzie odgrywać purnonsensownej komedii. Premiery filmowe również odwołane, a przeznaczone dla artystów kilometry czerwonych dywanów zwinięte w rulony, schowane w schowku na szczotki w pałacach sponsora.

We łbach zmarzlina - coroczny stupor.


Choć pomału, komuś przychodzi coś fajnego do głowy, np. Jakub Żulczyk nazywa prezydenta debilem, za co prokuratura kieruje sprawę do sądu. A przecież tłumacząc z hiszpańskiego „słaby”, wychodzi właśnie „debil”, więc o co tu się honorem unosić. Właśnie, pamiętajcie dzieci, w stuporze, kiedy wszystko leży, unosić może się jedynie honor. Stajemy się tacy drażliwi, niby senni, apatyczni, ale momentalnie reagujemy na nadepnięcie na odcisk.

Szukamy zieleni.

Szukamy słońca.

Czekamy na zwolnienie blokad, rygli i zamków.


Żeromski, w najsłynniejszym jak dotąd „Przedwiośniu”, czekał na odrodzoną Polskę - bez biedy i kontrastów społecznych. Na silne państwo, na odnalezienie własnego miejsca w życiu (Cezary Baryka), na rozkwit i równowagę.

Tak jak i jego główny bohater, tak i my główni bohaterowie pandemii szukamy nowych miejsc do przeżycia. Obecnie tylko najmocniej ukochani prze Boga i dotknięci Jego palcem, nie utracili magnetycznych właściwości osobistego uroku.


Marzec Anno Domini 2021.


Siedzę w fotelu zgrabnej fryzjereczki, która syna już odchowała, ale ikry wciąż jej nie brak i stojąc na placach kręci piruety z iście iberyjskim temperamentem. Snując tuż nad moją rozczochraną marzenia o salsie, wieczornych tańcach i egzotycznych drinkach w wielkich czaszach szkła… Tymczasem wkurwia ją maseczka, zamienia na inną – bo przecież ludzie z ulicy patrzą i w każdej chwili mogą donieść.


Stupor to państwo policyjne, takie, którego w gruncie rzeczy nie chcemy, ale gdzie drobne szpile albo grube świnie pozwalają się odstresować, aby po chwili znów zakopać się w marazmie. Przedwiośnie jest inne tego roku. Gdzieniegdzie zalega jeszcze śnieg, panuje powszechna zmarzlina uczuciowa i zamiast się kochać – jebiemy pis.


Tylko łazik marsjański przynosi nam zdjęcia z Czerwonej Planety. Podobno teraz szuka tam wody. I jeśli znajdzie choć kropelkę, z ulgą, powtarzam – z ulgą – zaczniemy się pakować i wynosić stąd w pizdu.




Eli Buczyński

42 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Grill

Grill