Przystań

Dziesięcioletnia dziewczynka już wie. Już wie, że nie zagrzeje tam miejsca. To nie dla niej. Rodzina. Rodzenie dzieci. Nie zauważyła, żeby to było coś dobrego. Poza tym mama mówiła, że sąsiad znów poturbował żonę. I ta ma siniaki. Mała dziewczynka czuje tylko złość. I z tą złością wyrusza. Skleca sobie niewielką łódkę z marzeń i wypływa w świat na poszukiwanie.


Na miejsce udało mi się dotrzeć jeszcze przed zmierzchem. Z łatwością odnalazłam mały domek na pustkowiu. Krajobraz nie przyciągnął mojej uwagi. Wszędzie piasek, tylko tyle mogłam powiedzieć. Dom był niewielki. Wykonany albo z gliny, albo z kamienia i gliną pokryty. Nie widziałam dokładnie. Byłam zaskoczona, że udało mi się tutaj dotrzeć. Wystarczyło tylko zamknąć oczy.


Siedemnastoletnia dziewczyna nosi dzwony i sznury korali. Pali paierosy i pije tanie wino w parku ze znajomymi. Wino kosztuje tylko dwa złote i nazywa się Pokusa. Naklejka na butelce przedstawia dorodnego cyca. Jest zabawnie. Przy tanim winie toczą się rozmowy o artystach i filozofach. Siedemnastoletnia dziewczyna jest szczęśliwa. Przynależy. Żegluje statkiem piratów, rabusiów i buntowników. Ale wie, że to wszystko skończy się wraz z końcem szkoły.


Odsunęłam kotarę, która wisiała w wejściu zamiast drzwi. Weszłam do środka.

- Wiedziałam, że przybędziesz – usłyszałam głos kobiety


Dwudziestopięciolatka wychodzi za mąż. Dlaczego? Przecież nigdy nie chciała mieć rodziny. Chyba dlatego, żeby nie wracać już do domu. Ale też z braku asertywności i pomysłu na życie. Wszyscy wokoło mówią, że tak trzeba. Więc niech będzie. Zaciśnie się zęby i włoży tę białą sukienkę. To wszyscy wokoło są winni jej nieszczęśliwych wyborów. Wsiada do kutra rybackiego wiedząc, że nie będzie chciała pracować przy połowie ryb.


W domku na pustkowiu nie było wiele. Stary dywan na podłodze i coś co przypominało łóżko. Kobieta siedziała na ziemi. Miała brązową skórę i bardzo ciemne oczy. Ile mogła mieć lat? Chyba tyle co ja. Ale życie na pustyni widoczne było na jej twarzy. Musiałam wyglądać przy niej młodo. Kobieta miała bardzo długie włosy. Ciemno brązowe, z wieloma siwymi pasmami. Kiedy podeszłam bliżej podniosła się z dywanu i założyła na głowę chustę.


- Chodź. Pomożesz mi czegoś poszukać – powiedziała


Dwudziestoośmiolatka porzuca małżeństwo. Kuter rybacki rozbija się o skały. Nie porafiła nim żeglować. Nie potrafiła poławiać ryb. To było za trudne. Kuter tonie, a ona po prostu wyskakuje. I dopływa do brzegu, nie oglądając się za siebie. Nie ratując nikogo.


- Zgubiłam igłę – powiedziała kobieta kiedy wyszłyśmy przed dom– Musimy ją znaleźć przed zmrokiem


Trzydziestolatka wsiada na wielki statek międzykontynentalny. Stać ją tylko na najtańszy bilet. Miejsce na najniższym pokładzie, pośród robotników. Ale to nic nie szkodzi. Ważne, że żegluje w końcu po to, czego szuka. Tańczy, śpiewając o wielkim życiu, które wszystkich czeka kiedy w końcu dopłyną.


Klęcząc na kolanach obok kobiety w chuście przetrząsałam każdy centymetr kwadratowy przed domem. Zanurzałam ręce w piasku w poszukiwaniu igły. W końcu nie wytrzymałam...


- Czy wiesz może w którym miejscu mogłaś ją zgubić? - zapytałam - Tak – odpowiedziała kobieta parząc na mnie – Zgubiłam ją w środku domu


Statek tonie. Tonie wielki statek marzeń. Roztrzaskał się o górę lodową. Zimna woda zalewa wszystko. Ludzie miotają się w szaleństwie. Rzucają do ratunkowych szalup. Co się stało z wielkimi marzeniami? Z lepszym życiem tam, po drugiej stronie? Panika. Strach. Rozczarowanie.

Spojrzałam na kobietę z niedowierzaniem. Zaczynałam wątpić w jej wielką mądrość.


- Dlaczego szukamy na zewnątrz tego, czego powinnyśmy szukać w środku? - zapytałam - Bo w środku nie ma światła – usłyszałam odpowiedź


Kobieta dryfuje na tratwie. Straciła towarzyszy i wszystko co miała. Nawet nie wie już kim jest. Razem z wielkim statkiem poszła na dno cała jej tożsamość. Jest sama jak wtedy, kiedy była małą dziewczynką. Kiedy wypływała w morze pierwszy raz. Po wielu samotnych godzinach dryfowania tratwa dobija do nieznanego brzegu. Kobieta robi pierwsze kroki na nieznanej ziemi.


Wyjełam ręce z piasku. Wstałam i otrzepałam ubranie. Spojrzałam na kobietę zdecydowanym wzrokiem.


- A nie możemy rozświetlić wnętrza? - zapytałam


Czterdziestoletnia kobieta otwiera oczy. Jest w domu. Właśnie odbyła dwie podróże jednocześnie. Wyprawę przez swoje życie i odwiedziny u Rabii al-Adawiyya, w Iranie z czasów ósmego wieku. Czterdziestoletnia kobieta już wie, że szukała wszędzie tego, co miała w swoim wnętrzu. Szukała na zewnątrz, bo wewnątrz nie było światła. Bo nie wiedziała, że można je po prostu zapalić. Czterdziestoletnia kobieta wie, że proces szukania na zewnątrz jest także ważnym etapem życia.



*historia o szukaniu igły ma wiele innych wersji, nie została wymyślona przez autora a raczej zapożyczona




Bożena Suchanek



26 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Grill

Grill