Ptaki

Bóg dał człowiekowi wolną wolę,

więc nie może nikogo zmuszać do miłości,

Jego trzeba wybrać.

To jest paradoks: Wszechmogący, który wszystkiego nie może.

Przychodzi i prosi o miłość.

-Jan Twardowski


Ranny nieprzyjaciel jest tylko cierpiącym człowiekiem.”

-reprezentantka Armii Krajowej,



.




***


Pamiętasz Marysię? Wszyscy się wzruszają, bo Marysia to tylko mała dziewczynka. Do tego bez matki. Z postępującym upośledzeniem i dziecięcą odruchową delikatnością. Sierotka.


Hmm. Marysi matka żyje. Siedzi przy Marysinym łóżku i ceruje poplamioną, Marysiną koszulę nocną. W pokoju unosi się mdławy zapach moczu, kału i menstruacyjnej krwi. Kilka lat temu Marysia dostała okres. Całkiem obfity zresztą. Teraz matka musi doglądać, żeby pielucha nie przesączyła tej krwi w prześcieradło. Jeśli nie dopilnuje w porę, z krwią zawsze wypływa kał. A to nie dziecięca kupka, uwierz mi. Marysia też ciężka, bezwładna, i tak strasznie trudno przebrać, przewinąć, dopilnować.


Tak śmierdzi piekło.


Piekło izolacji i ogromnego osamotnienia. Wstydu i autopogardy. Piekło psychosomatycznego rollerkostera i nie kończącego się napięcia. Wyczerpania i bezsilności.


Bo przecież gdyby miała wybór, to pewnie by szła na te grzyby, hen, w zielony las. Sama by w kolejce stała, z telefonem przy uchu, z uśmiechem i swobodnym „o, ja Panią przepuszczę, Pani w ciąży”. Sama by w domu została. Albo i nie. Bo z Marysią na plotki by poszły. Matka i córka. Świat otworem stoi, no i pierogi w domu czekają. Marysia sama robiła.



Mama Marysi już nie walczy z zapachem. Zrezygnowała. Tak samo jak zrezygnowała z kina, teatru, wieczornych spacerów. Na flirt, na seks też już nie ma ochoty. Do sklepu wychodzi tylko wtedy, kiedy życzliwa znajoma posiedzi chwilę z córką. Nie ma koleżanek. Może jedną tylko. Bo też tematów wspólnych brak. One żywe całe są. A ona niby żyje. Na niby.


Państwo ma ją w tylnej części ustaw. Nie ma dofinansowania. Nie ma pomocy.


Kocha Marysię. Pewnie, że tak. Nosiła ją pod sercem, w bólach rodziła. Do dziś blizny ma długie po nagłym pęknięciu pochwy. Kocha. I tylko ona wie, jak bardzo, jak bardzo chciałaby, żeby ta dziewczyna wstała. Uśmiechnęła się, dzieci urodziła. Żeby tańczyła, kochała.


Chryste, żeby te odleżyny tak szybko nie ropiały...


Nie mów jej, że tyle w życiu do odkrycia. Do zobaczenia. Że jest nadzieja.

Zabije cię resztką gniewu i bezsilności.


Matka i córka. Dwa życia przykute do jednego łóżka. Dwa życia, które skończą się przy tym łóżku.


-Yyyyyy! - wyje Marysia. Matka podnosi głowę. Za oknem śpiewa ptak.


Z braku wolności powoli umiera śmiech. Pierwszy umiera. Potem umiera moc twórcza, zapał i determinacja. Powoli turlasz się w dół, aż uleci z oczu blask. Aż w obozie koncentracyjnym braku wyboru rozpłynie się godność.

Matka Marysi patrzy w okno.

Bardzo chce być tym ptakiem. Bardzo chce, by Marysia była tym ptakiem.


***


Z wolności płynie godność, nie ma godności bez wolności – mówi uczestniczka Powstania Warszawskiego.

Słowa starszej kobiety cofają mnie do ciemnego gabinetu doktor Traubach.


-Aby czuć się wolnym, istnieje prosty sposób. Nie szarpać smyczy – mówi ironicznie, popijając czarną kawę.


***


Przez kilka lat byłam na smyczy choroby i oddałam się w ręce Ojca.

Cholera, wcale go nie znałam. Mówiłam do niego, krzyczałam, prosiłam i płakałam. Przyszedł. W sumie to nigdy nie odszedł. Siedział w zakurzonym, obojętnym sercu i czekał, aż go zauważę. Aż pokocham.

Zauważyłam. Pokochałam.

Uśmiechnął się.


Cieszy mnie ta relacja.

Wygodnie mi w niej. Patrzę na ludzi, którzy nie wierzą w nic. I na tych, którzy sączą jad. Myślę, że ten sam Ojciec im też smycz wyrzucił. Wolni ludzie pod tym samym, kolorowym od wolnej woli niebem.

No ale Kościół mnie nie chce. Komunii brać nie mogę no i Piekłem straszą.

Ale nie jest mi z tym źle. Mój kościół to Ojciec. A Ojciec mówi, że jest miłością. Że zrozumieniem jest i wybaczeniem. Wyrzuca smycz. W cholerę ją wyrzuca. Daje wolną wolę i siedzi obok, nie przeszkadza. Ojciec mówi też ustami Franciszka, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. Ja, cudzoziemka na zielonej wyspie i ukrainka w Zielonogórskiej Żabce za rogiem. Gej spod piątki i starsza muzułmanka , co jej siatki pomogłam wczoraj nieść.


Nie jestem zwolenniczką aborcji. Nigdy nie usunęłam dziecka, choć myśli takie przeszły przez tunele wolnego wyboru.

Jest mi przykro, kiedy kobieta usuwa początek nowego życia. Ale nie mów jej, że się „wyskrobała”, bo nie masz pojęcia, przez co przechodzi. Nie masz pojęcia co czuje, kiedy z nagłej przeszczęśliwości popada w skrajną rozpacz dowiadując się, że jej maleństwo nigdy nie będzie ptakiem. Nie mów jej, że nie ma serca.

To twoje jest zimne od osądów.

Bóg dał jej wolną wolę. Nie zarządzaj jej wolą. Nie podważaj Boskiego prawa.

Sam rozliczaj się z rzuconych kamieni. Nie kłam, nie kradnij, nie zabijaj.

A jej zrób herbatę z cytryną. Bo cierpi, pod tym samym, kolorowym od wolnej woli niebem.

Bo nie dasz jej wsparcia. Nie oddasz czasu, żeby mogła na spacer pójść. Nie przelejesz połowy pensji, żeby mogła na wakacje pojechać.


Daj jej coś, co zabiera dyktatura.

Daj jej prawo decyzji.


Sumieniem zajmie się wyższa, najwyższa instancja. A to już poza Twoimi kompetencjami.


***


Może chodzi o coś innego. Może to kwestia przegłosowania ustawy, która toczy się podczas trwania protestów. Może chcą rodzinom zabrać 500+ przez przymusowe planowanie narodzin. Może chodzi o coś jeszcze innego. Karty przyszłych zdarzeń może objaśnią historię ubeckich rządów. Ale nawet, jeśli Protest jest „tylko” przykrywką politycznych intryg, jest wart wojny.

Czas zrobić Islandię. Czas powalczyć o Boże prawo do wolnej, nieprzymuszonej woli.






Wydaje mi się, że był taki czas kiedy Europa, a także Polska, była zagrożona przez terroryzm lewicowy. W tej chwili, jakby terroryzm lewicowy odszedł w przeszłość, natomiast podnosi głowę, daje o sobie znać, terroryzm prawicowy. I uważam, że jest to jakieś niebezpieczeństwo, bo ten prawicowy terroryzm ma bardzo często pełną gębę religii. On się legitymizuje szlachetnymi, pięknymi wartościami chrześćjańskimi. No i kusi Kościół. To jest wielka pokusa pod adresem Kościoła. Ma bardzo piękne obietnice. Pech chce, że znam trochę historię, a szczególnie okres romansu Kościoła z hitleryzmem w Niemczech i ostrzegam. Ale nie po to, żeby obrazić. Tylko po to, żeby przemyśleć.”

-ksiądz Józef Tischner




M. Pajestka




57 wyświetlenia2 komentarz