Rozmowa


Eligiusz Buczyński

Najwięcej mówią ci, z tak zwanym życiowym sprytem. W autokomisach na ten przykład.

- Przecież bym cię nigdy nie oszukał – powiedział znajomy komisant, od którego kupowałem auto.

Stał z dwoma barczystymi argumentami po bokach, odzianymi w złote łańcuchy.

- To mówisz, że sprawne?

- No, Eligiusz, nooo!


Dogadane.


Później przestał odbierać telefony, bo z rozmowy wynikało co innego, a rzeczywistość mówiła co innego.


Postanowiłem, że nazwę nowo nabyte auto statkiem miłości i oswoję, żebyśmy do siedmioletniego romansu nie przystępowali pełni uprzedzeń i dąsów. Wprowadziłem je do garażu.

- Widzisz, pan komisant miał argumenty nie do zbicia – przynajmniej dla mnie, dlatego musiałem cię wziąć. Nie czuj, że będziesz mnie wozić z litości. Nazwę cię pokładem miłości, albo… autkiem – jebadełkiem.

- O, już ci zderzak idzie w górę, już się uśmiechasz. Jakoś to będzie.


Na naprawy auta-jebadełka wydałem niewiele mniej niż bym kupował samolot. Ale jak zamtuz – to zamtuz!


I jeszcze ten kilkuletni chłopczyk na morskiej plaży. Znajduje drewniany klocek z powbijanymi weń gwoździami. Staje tyłem do rozhuśtanego morza, fale obmywają jego stopy. Nazwie ten kawałek drewna Moniką, przejdzie przez piach, pod wiatr i powie do kamery:

- Zabieram Monikę domu. Powyciągam z niej gwoździe, żeby plecy ją nie gniotły podczas spania.


Człowieka tak nie przekonasz, jak do rzeczy przemówisz. To przenikanie do innego świata. Czasem nawet skok do filmu. Zdaniem krytyka z początków francuskiej Nowej Fali - Kino to świat bardziej zgodny z naszymi pragnieniami.


Kiedy mówisz do rzeczy, to ożywiasz.

Rozmowa Stwarza.


Eligiusz Buczyński

On

73 wyświetlenia