Rozstania i powroty



Do rozstań i powrotów trzeba się przyzwyczaić. To jak czytanie książek, a najlepiej Tołstoja, bo jak zauważył: każda nieszczęśliwa rodzina jest do siebie podobna, a każda szczęśliwa jest szczęśliwa na swój sposób.


Powodów rozstania jest kilka, są nieszczególne, najczęściej kwituje się je słowem: the end, fin, finito, kaputt, fatuś. Określa się, że „coś” się skończyło. Jak film, albo jak powieść. Przyjrzyjmy się zatem owemu „coś”.


Po długiej, nudnej analizie, której tu sobie oszczędzę (zawsze lubiłem liczyć w pamięci) – tym tajemniczym „coś” jest – „nie chce mi się”. A „nie chce mi się” bierze się z przerośniętego ego.

Powodem rozstań jest ego.


Ego jest zajebiste, bo moje, twoje, nasze. Ego jest ważne – z tych samych powodów. Nie można dotknąć ego, bo należy do kogoś. Ego czuje się urażone z każdego możliwego powodu. Bywa, że ego przerośnie nawet serce. Człowiek zaczyna się wtedy miotać i wędruje w rejony świetnej pozycji i świetlanego świata materializmu. Traktuje siebie jak produkt, i zaczyna go lokować. Materializm to odłączenie od rzeczywistości duchowej, tej najbliższej, najważniejszej. Zatem powodem rozstania jest „nie chce mi się”, bo ego, a ego zostało urażone, a jak zostało urażone ego, kończy się kontrakt ze sobą i „produkt”, albo lepiej „towar” zaczyna przechodzić z rąk do rąk.


Ech, po rozstaniu ileż to nowych, ekscytujących dni i uciech nas czeka. Ileż doznań. Cały ten seks, możliwość nowych realizacji, które mają dać poczucie samospełnienia, no i wreszcie wolne od tych znanych, nieszczęsnych trosk. Ulga napawa uśmiechem, ba mało – wypełnia paroksyzmami na przemian radochy i samozadowolenia.


Przed rozstaniem dobrze jest się zastanowić i przygotować powód, najlepiej szereg powodów decyzji. Pomogę wam: Olejcie to, samo przyjdzie, od tego macie przecież ego!

Co prawda jak ego już coś wymyśli, to gwałt na inteligencji. Nawet średniej.


Ale spróbuj przemówić do przerośniętego ego.


Oczywiście są momenty.


Są momenty, że rozstajemy się lajtowo. Tak najczęściej bywa z powieściami.

- Popatrz, Marysiu, zabił tę starą lichwiarę i na Sybir za to poszedł, dobrze mu tak! Była zbrodnia, musi być kara.

- Ciasteczko, Marysiu?

I z całej książki tylko to wyczytają.


W życiu nic się tak przy ciasteczku raczej nie kończy.


W życiu kończy się samotnie. W samotności, właściwie w dwóch samotnościach, opuszczanego i tego co opuszcza. Dziwne, że w życiu walka na noże idzie tylko o sprawy materialne.

Nikt nie zastanawia się jak podzielić wspomnienia.

- Z tego urlopu bierzesz ty, a z tego ja.

- A pamiętasz jak…

- TAK. PAMIĘTAM! Nie waż mi się o tym pamiętać, bo tę pamiątkę zabieram ja – ROZUMIESZ GNOJU!

Nikt nie chwyta po najważniejsze przy nieuchronnej starości. Nie myśli o tym w dniu rozstania. Nie dzieli, żeby potem mnożyć. I powstaje galimatias. Każde bierze to samo wspomnienie i tak samo czarno je wspomina, domyślając się, że tamto drugie i tak je zbruka i wymiesza z błotem.


PS. Z tego powodu, niemal rytualne darcie zdjęć – co najmniej na pół. Prawda?


Powroty.


Powroty są tą szczególną przypadłością, którą zaznaczył na wstępie Tołstoj, a później, w czterech tomach, delikatnie je rozwinął. Jak się dobrze przyjrzeć „Wojna i pokój” jest o przebudzeniu duchowym.

Nikt nie zna tajemnicy powrotów. Im więcej słów o powrotach, tym większą śmierć zadaje się temu czym właściwe są.

Może ego umarło, może nowe ekscytacje się skończyły, choć pewnie nigdy tak ekscytujące jak miały być nie były. Może seks nie wypełnił pustki po wyrąbanej puszczy, gdzie wymarły chronione gatunki namiętności i dawnego zauroczenia. Może TO NOWE nie wyszło, albo nie tak dobrze, jak miało wyjść. Może, w sumie, tak znowu bardzo się nie chciało, jak się teraz chce, i czujemy, że powrót jest naszą życiową potrzebą, największym życiowym problemem, które jednocześnie przyniesie owego życia spełnienie.


A zresztą, najważniejsze, że się chciało wrócić.

Nikt nie wie dlaczego się chce.

Ot, chce się

i już.




Eligiusz Buczyński

Ebook


126 wyświetlenia2 komentarz