Talitha kum

Aktualizacja: cze 26


"Widziałam dziewczynę stała i płakała, w ręku trzymała taniego papierosa, słyszałam jej kłamstwa i przekleństwa ludzi: "to ta mała szmata sprzedaje się wieczorem"


Widziałam dziewczynę krótka bluzka, mini, mówiła, że musi, inaczej dziś nie można, wzrok pieszych ją hańbił przecież bez przesady, nie trzeba od razu lądować na ulicy.


Talitha kum, Mówię Ci dziewczynko wstań, Ona nie umarła, lecz śpi, jeszcze życie wyjdzie Ci


Widziałam chłopaka stał przy dyskotece, miał w kieszeni prezerwatywy, płakał nie wiedział jak z tym skończyć, nie dotknął miłości, jego ojciec pije.


Widziałam chłopaka stał gdzieś przy bloku, wzrok dziewczyn jego nęcił, wzrok siebie oszpecał, to nie są miłości, wołał do przechodniów, nie żyje naprawdę, umieram powoli.


Talitha kum, Mówię Ci chłopcze wstań, wcale nie umarłeś,

lecz śpisz, jeszcze życie wyjdzie Ci.

Jeszcze życie wyjdzie Ci

Jeszcze życie wyjdzie Ci "


A Ty? Żyjesz, czy tylko patrzysz na świat? Posuwasz się do przodu, czy jesteś tylko popychany?

Wielu ludzi nie żyje i nawet o tym nie wie. Serio. Chodzą, jedzą, pracują, robią zakupy, bywają na imprezach, randkują i nie żyją. Ich obecność kształtuje świat. Mieszkają w hotelach czyli w domach bez miłości, bez pasji, bez modlitwy, bez jakiejkolwiek wartościowej rzeczywistości….


Zauważyliście, że domy są obecnie często miejscem , w którym kilka osób spotyka się po prostu przy obiedzie, śpi, bierze prysznic i ogląda telewizję? Że małżeństwa to coraz częściej związki dwóch osób, z których jedna codziennie pyta drugiej : ”Co jutro na obiad?” , dopóki jedna z nich nie umrze?


Żyjemy w czasach, w których nie ma miejsca na ból i cierpienie, na zmagania duszy, na walkę… Żyjemy w czasach dobrostanu, sławy, powodzenia i pędzimy szerokopasmową autostradą ku szczęściu! Kupujemy coraz piękniejsze rzeczy, doskonalimy nasze ciało, zawieramy przyjaźnie, związki, wchodzimy w relacje… najlepiej w te za szybką telefonu, bo przecież w realnym świecie, w każdej chwili ktoś mógłby zapukać do naszych drzwi i powiedzieć : „Pożycz, proszę, stówę stary..., nie wystarcza mi do pierwszego..” . Albo: „Chciałbym napić się z tobą kawy i porozmawiać. Teraz. Tak po prostu. Masz chwilę?”


A to niebezpieczne jest …


Co innego w telefonie - kiedy chcę relacji – klik. Jestem. A kiedy chcę być sama - klik - off. Niech sobie piszą, coś tam komentują. Przeczytam jak mi się zachce, odpiszę za tydzień. Albo wcale. Albo do tych samych ludzi napiszę post z życzeniami : „dobrego weekendu przyjaciele” . I oni to kupią. Bo oni też nie żyją. I w dodatku kompletnie nie mają pojęcia co to znaczy prawdziwa przyjaźń.

To, co teraz napiszę, jest wyłącznie moim spostrzeżeniem. Być może niepoprawnym. Uprzedzam jednak, ponieważ nie chcę być posądzona o nadmierne psychologizowanie lub coś w ten deseń. Ale podzielę się z Wami.

Wyobraźcie sobie, że wszyscy ludzie (gdyby przedstawić ich na osi) , dzielą się na ludzi na poziomie "minus" i ludzi na poziomie "plus". I nie chodzi mi o gorszych i lepszych. Wiem, że to niedoskonałe porównanie - zresztą , jak każde. Spójrzcie na to proszę bardzo ogólnie.

Punkt "zero" nazwijmy ogólnie punktem przełomowym. Obserwuję i słucham, co mówią ludzie wierzący i niewierzący, czytam książki chrześcijańskie i niechrześcijańskie i zauważam, że część ludzi ma potrzebę przełomu. Różnie się to nazywa - najczęściej "przebudzeniem świadomości" lub po prostu „przebudzeniem”. Czyli jest część ludzi, którzy docierają do punktu "zero".

Wiedzą skąd przychodzą i dlaczego są tacy jacy są. Mają, nazwijmy to, głęboką autorefleksję. Samodoskonalą się. I to często z zaskakującym sukcesem.


To wszystko dzieje się na poziomie "zero", powiedzmy, do "plus pięć".

Powiem Wam, że autorzy książek o przebudzeniu piszą całkiem mądre rzeczy.

Jednak część ludzi żyje sobie na "poziomie minus" i kompletnie ich nie obchodzi kim są, dlaczego tacy są. Nie zadają sobie żadnych pytań. Nie dążą do zmiany. Nie mają głębszych potrzeb.

To straszne, ale naprawdę tacy ludzie istnieją i jest ich masa wokół nas. Po prostu masa. Poziom powyżej "plus pięć " to dla mnie ludzie, którzy zapragnęli w swoim życiu Boga albo przynajmniej na początek- konfrontacji z Bogiem.

Wielu ludzi pyta dlaczego jakieś dziecko choruje na nowotwór? Dlaczego komuś ucięło nogi w wypadku samochodowym? Dlaczego on zginął w tak młodym wieku? Dlaczego źle mi się żyje? Chodzę przecież do kościoła, staram się szanować przykazania, modlę się… a moją rodzinę jakby dotknęło jakieś fatum, nic nam nie wychodzi w życiu…

Nie znam odpowiedzi na tysiące pytań, jakie ludzie zadają Bogu, nie wiem jak to jest naprawdę… ale wiem jedno, że różne rzeczy dzieją się w życiu po to, by obudzić człowieka, a czasem całe jego otoczenie… I że Bóg nigdy nie pozbawia kogoś ręki, żeby potem na oczach tłumów sprawić, by ręka cudownie odrosła. To nie jest tak.

Po prostu niektóre rzeczy w naszych życiach dzieją się po to, żeby obudzić nas ze snu. Ponieważ walimy z naszymi gierkami prosto do jakiejś krainy ciemności. Jeśli czujesz, że coś jest nie tak w Twoim życiu.., że za zasłoną dymną szarej codzienności kryje się coś więcej…, jeśli marzysz o tym, by zbudować nowe życie, nową rzeczywistość.. jeśli chciałbyś dostąpić nowej tożsamości …to najpierw musisz wstać. Potem musisz wrócić do siebie czyli do prawdy o sobie i zadać najniebezpieczniejsze dla człowieka pytanie : Kim jestem?

Wstań.

Jeszcze życie wyjdzie Ci.






















97 wyświetlenia8 komentarz