Wszystkie nieszczęścia świata cz. 4




Mam na to swój sposób. Wchodzę do wanny, lub biorę prysznic w zimnej wodzie. To pomaga ostygnąć i wychłodzić zdezelowane wnętrze, które aż syczało od przegrzania od emo i stresu. Po takim zabiegu już nie można mówić o nieszczęściach. Przychodzi wieczór, świat cichnie, bzdury wyparowują w obłoki, a z gór schodzą do nas komary. Nad Odrą jest ich plaga. Tak się dzieje podobno co kilka lat, kiedy rzeka wylewa i tworzą się mokradła, w których lęgną się te niemiłosierne paskudztwa.


Udaję się na slam wraz z Mirką. Arco i ktoś jeszcze wyprzedzają nas i dokonują zakupu piwa na stacji. Czekamy na nich przed wejściem. Łączymy się w większą grupę i razem wchodzimy na dziedziniec Zamku Książąt Głogowskich. Zanim zacznie się turniej, wszyscy śpiewamy Pamiętajmy o ogrodach – taki zwyczaj.


Pary zostały rozlosowane wcześniej, niby wiem z kim staję w szranki, a nie wiem, bo znam tu jeszcze niewielu. Jestem poetą z krwi i kości, dlatego nie boję się nikogo i nie odczuwam respektu. Właściwie to już widzę się w glorii zwycięzcy, więc trwa tylko odliczanie. Czekamy na finał, w którym okażę się najlepszy. Mam przecież zestaw zajebistych wierszy, problemem może być tylko ustalenie kolejności. Wreszcie zostaję wywołany, wchodzę na ring i…


Bardzo dziękuję wszystkim tym trzem osobom, które na mnie głosowały. Reszta pozwoliła sobie mieć odmienne zdanie i zagłosowała na Dominikę.


Schodzę pokonany, ale uśmiecham się do świata i, z powrotem witam z komarami. LATO wszak buzuje, wiersze i przyroda też, rozpędzają się i płyną na wolnym powietrzu, aż staje się nieważne, kto z kim, i z jaką notą, odchodzi. Bo przecież wszystko odchodzi. Anka odjeżdża taksówką, ja idę do maca na cheesburgera i frytki, na stacji kupuję też wodę i wracam do hostelu na noc.


Pierwsza noc w nowym – wciąż dziwnym dla mnie – mieście, już ujarzmianym przez pierwsze wiersze.


Eligiusz Buczyñski

On

Poeci w sieci



51 wyświetlenia