Zranione serca.

Aktualizacja: cze 26



„Są tylko dwie kwestie, o które istoty ludzkie toczyły wojny przez całą swoją historię. Jak bardzo mnie kochasz? I - kto tu rządzi? Ze wszystkim innym można się jakoś uporać. Ale te dwie kwestie : miłość i władza, gubią nas wszystkich, podstawiają nam nogę, wywołują wojny, ból i cierpienie”

Elisabeth Gilbert


Cóż…chciałabym się dziś skoncentrować tylko na jednej wojnie. Damsko- męskiej. O co tak naprawdę walczymy w związkach?

Pamiętasz? Każda mała dziewczynka i każdy mały chłopiec - zadaje sobie jedno fundamentalne pytanie. Ale są to zupełnie różne pytania. Mali chłopcy chcą uzyskać odpowiedź na pytanie : Czy mam to, czego mi potrzeba? Tę całą szorstkość i gwałtowność, tę odwagę i przebranie superbohatera, szybkość, moc, spryt i siłę. Mała dziewczynka, chce natomiast uzyskać odpowiedź na pytanie: Czy jestem śliczna? Tiulowe spódnice, przebieranki, błyszczyki do ust, malowanie paznokci brokatem to pragnienie bycia piękną i zauważalną - to jest to, o co w naszym przypadku chodzi. My kobiety, też szukamy odpowiedzi na nasze pytanie.

Pamiętam, że już jako pięciolatka, przebierałam się za księżniczkę, wdrapywałam się na biurko i odgrywałam sceny z różnych bajek. Chciałam zwrócić na siebie uwagę, szczególnie uwagę taty. Prawie wszystko co robią kobiety w swoim dorosłym życiu jest napędzane przez pragnienie żeby być piękną i niezastąpioną.

Co poszło nie tak?

Otóż…nie otrzymaliśmy odpowiedzi na nasze pytanie … albo uzyskaliśmy odpowiedź krzywdzącą nasze młode serca. Tłuścioszku… zejdź z biurka. Albo gorsze: jesteś głupia. Naiwna. Dziecinna. Histeryczka. Beksa. Maminsynek. Powolniak. Mięczak. Tchórz. Mazgaj. Napastliwi ojcowie są zbyt powszechnym okropieństwem. Współwinne, załamane lub nieobecne matki dopełniają bolesnej rzeczywistości. Obydwoje często pochodzą z rodzin, w których bolesny cykl jest powtarzany i przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Nie możesz żyć zbyt długo bez zranienia.. Słońce wschodzi i zachodzi, gwiazdy krążą po swoich orbitach, fale toczą się i rozbijają o skały, a my jesteśmy ranieni. Ranimy się nawzajem. Kobiety ranią mężczyzn i inne kobiety. Mężczyźni ranią kobiety i innych mężczyzn…

Niestety nie udało nam się przeżyć bez zranienia więc ranimy. Nie umiemy kochać więc czekamy na miłość. Jest coś kiepskiego w „państwie duńskim” i w naszych własnych podwórkach, gdy podróżujemy przez nieznane obszary chwil i miesięcy, z jakich składa się życie. Spójrz komukolwiek głęboko w oczy, a za uśmiechem lub obawą ujrzysz ból. A większość z nas znosi ból większy niż nawet zdaje sobie z tego sprawę. A nie wszyscy mają skłonność do analizowania siebie. Bądź sobą ! - krzyczą bilbordy oraz hasła reklamowe setek kampanii i wszyscy przytakują … ale…co to znaczy być sobą? Znasz siebie? Kim jesteś? Jak wygląda twoja rana? Obejrzałeś ją dokładnie? Pozwoliłaś komuś jej dotknąć? Wyleczyć? Czy tylko owinięta filisterskim bandażem jest bezpiecznie ukryta pod wieloma warstwami, tworzącymi siatkę maskującą dla twojego serca? Żeby tylko nie czuć bólu… Żeby tylko nikt nie odkrył jej istnienia…

Jasne, że dotykanie rany i zmienienie opatrunków boli… nie chcemy bólu, nie lubimy cierpieć, ale czy zdajesz sobie sprawę, że to jedyna szansa na całkowite wyleczenie? Na znalezienie odpowiedzi na pytania : Czy jestem piękna? Czy jestem silny? Czy mam wszystko czego potrzebuję? Po co żyję? Dla kogo? Dla czego?

Okropieństwa które napastliwi ojcowie wyrządzają swoim dzieciom ranią ich dusze do samych korzeni. Łamią ich serca. Budzą ich wstyd. Rodzą niezdecydowanie i mnóstwo obronnych strategii, zamykających męskie i kobiece serca . Ze zranionego chłopca wyrasta niepewny mężczyzna, który wciąż szuka odpowiedzi na swoje pytanie. W dodatku- boi się on prosić o pomoc kogokolwiek, dlatego że to rodzi zobowiązanie. Jeśli on kogoś poprosi o pomoc to będzie musiał się przed nim otworzyć... i…..stanie się jego dłużnikiem.

A tak bardzo wielu panów, którzy nie chcą się przed nikim otwierać, nie chcą wchodzić w bliższe relacje, mówi później : „ja sam sobie wystarczę, ja nikogo nie potrzebuję.”

Dziewczyna z domu , w którym nie okazano jej miłości i akceptacji.... ponieważ ojciec ciągle na nią narzekał, albo -przezywał, albo- krytykował (jak wyglądasz, wyprostuj się, popraw oceny w szkole)- ona ma w głowie tylko jedno: „ja nikogo nie zadowolę, nie ma na świecie takiego faceta, który by mnie zaakceptował”.

I co się wydarza kiedy pani „Nikogo nie zadowolę” spotyka pana o imieniu „Nikogo nie potrzebuję”? Co się wydarza kiedy ten pan i ta pani są w sobie zakochani i biorą ślub? Przewidywana katastrofa małżeństwa następuje zazwyczaj w pierwszych siedmiu latach. Statystyki są bezlitosne.

Wielu ludzi nie ma szans. Oni czują, że po ślubie zaczyna zgrzytać, atmosfera narzeczeństwa się gubi… facet ucieka w pracę, kobieta jest często rozczarowana i wtedy pociesza się.. na wiele sposobów. Na przykład zaczyna objadać się słodyczami i w rok łapie dwadzieścia kilo. I wtedy już naprawdę utwierdza się w tym, że jest beznadziejna… i on jeszcze bardziej ucieka w pracę, czasem- w koleżanki z pracy albo ucieka w media społecznościowe i koleżanki z instagrama... ona ucieka w jedzenie lub wizyty u mamusi i tu już powoli wszystko zbliża się do jakiegoś końca. Wielu ludzi jest zaskoczonych jak drastycznie różni się czas narzeczeństwa, który przecież niekiedy trwa długo…., nieraz nawet kilka lat.., od tego co nastaje po ślubie. A miało być tak pięknie… Uff….

Związek mężczyzny i kobiety to nie jest łatwa sprawa. Małżeństwo to jest nieprawdopodobnie trudna rzecz. Relacja kobiety i mężczyzny to jest kosmos, ponieważ pochodzimy z odrębnych galaktyk. Miłość to nie jest coś, co my potrafimy uprawiać równie łatwo jak seks. Seks to przecudowna rzeczywistość, jest to sfera niezwykle angażująca ciało, zmysły, emocje, psychikę, ale bądźmy szczerzy- jest on jednocześnie najprostszą formą okazywania miłości i ma jedną podstawową wadę -niestety po jakimś czasie powszednieje. Czyli jeśli nie będzie nic poza nim, to dwoje ludzi budzi się po kilku latach w dramacie i z łóżka wychodzi dwóch obcych ludzi… My musimy uczyć się innych form miłości, innych sposobów okazywania miłości, finalnie - musimy umieć kochać na inne sposoby. Na tym polega miłość. I to jest to, co powszechnie nazywa się sensem życia.

Życie bez miłości nie ma sensu.

Miłości uczymy się latami.

Dostajemy trudnych ludzi do kochania.

Zranionych. Chorych. Samotnych. Smutnych. Bezdomnych. Egoistycznych. Zagubionych. Starych…

Dostajemy trudnych ludzi do kochania żebyśmy nauczyli się kochać.

A o co walczymy w związkach? Mężczyzna walczy o jedno- żeby kobieta zawsze była po jego stronie i potwierdzała jego siłę.

Kobieta również walczy o jedno - żeby on zaakceptował ją taką, jaka ona jest i pokochał.

Na dwieście milionów różnych sposobów…. Tak Panowie. Jest ich aż tyle, a może nawet więcej…  Cdn 


49 wyświetlenia