Aleksander Sowa

OJCIEC CHRZESTNY POLSKIEGO SELFPUBLISHINGU

Umrzeć w deszczu, debiut Aleksandra Sowy, został po raz pierwszy opublikowany w 2006. Był pierwszą powieścią polską, która po uprzedniej publikacji papierowej, weszła w elektroniczny świat edycji Amazon Kindle Store. Pierwszą polską powieścią opublikowaną przez niezależnego autora, z samodzielnej stopy, bez udziału wydawnictw i w całkowitym oparciu o szeroko pojęte reguły samopublikacji.

 

Od 2006 roku minęło 14 lat. Aleksander Sowa, ambitny chłopak z opolskiego Paczkowa, stał się znanym w kraju autorem powieści kryminalnych, obyczajowych, zbiorów opowiadań i poradników. Z jego Biblii #SELF-PUBLISHINGu korzysta grono selfpublisherów i freelancerów w całym kraju, a publikacje kryminalnej “serii astronomicznej” biją rekordy popularności czytelników i portali literackich.

 

Aleksander Sowa. Skoczek spadochronowy. Pilot szybowcowy. Podoficer policji. Wielokrotny juror. Wydawca. Dystrybutor. Prekursor selfpublishingu. Pisarz. Człowiek wielu wcieleń, w wywiadzie dla Platformy Fourth Son.

© Maciej Zienkiewicz Photography

FS : Najbliższa Twojemu sercu jest tematyka kryminalna. Czy jest tak z racji wykonywanego zawodu, czy pasji studiowania ludzkich historii, zachowań i mrocznej strony osobowości?

AS : Nie ukrywam, że zawód policjanta często wymaga obcowania z ciemną stroną ludzkiej osobowości. Wnikanie w umysły złych ludzi jest fascynujące, ale nie moja pasja. Staram się też rozgraniczać służbę i pisanie. Pisanie traktuję jak odpoczynek od ludzkich historii, dramatów i właśnie tej, mrocznej strony osobowości. Zło, które widziało się na własne oczy, jest zupełnie inne niż to z książek. Niełatwo o nim zapomnieć.

 

FS : Skąd pomysł/idea napisania całej serii astronomicznej? Czy stworzenie cyklu było zamierzeniem pierwotnym czy też książki powstawały niezależnie, tworząc finalnie kryminalną rodzinę?

AS : Seria astronomiczna rodziła się dość nietypowo. W roku 2010 wydałem swoją pierwszą powieść kryminalną, w której powołałem do życia swojego bohatera, policjanta Emila Stompora. Była to „Era Wodnika. Na pomysł jej napisania wpadłem w okolicach roku 2009 w Opolu, w autobusie miejskim. Nie byłem zadowolony z pierwszego wydania i dwa lata później wydałem ją ponownie, tym razem samodzielnie, w nowym, poprawionym wydaniu. Pojawiły się pozytywne recenzje. Okazało się, że tkwi w niej potencjał, a czytelnicy polubili mojego bohatera, więc po kilku latach zdecydowałem się napisać kontynuację. I tak powstał „Punkt Barana”. A potem zdecydowałem, że powstanie również trzecia część: „Gwiazdy Oriona. To wtedy zdecydowałem, że stworzę serię. To właśnie „Gwiazdy Oriona” okazała się pewnym przełomem. Wydałem ją w Wydawnictwie LIRA. Książkę w plebiscycie portalu literackiego Granice.pl wybrano „Najlepszym kryminałem na lato 2019” oraz „Najlepszą książką na lato 2019”. Potem również „Najlepszym kryminałem roku 2019”. W tym czasie pisałem już czwartą część serii astronomicznej z Emilem Stomporem pt. „Czas Wagi”, która nakładem Wydawnictwa LIRA ukazała się w czasie, kiedy wszystkich nas zaatakował na dobre Covid-19. Zapewniam jednak, że to jeszcze nie koniec.

FS : Jest w Tobie dużo pokory dla własnego sukcesu oraz niepewności co do przyjęcia przez czytelników kolejnych publikacji. Jesteś jak kumpel z sąsiedztwa, któremu zdażyło się popełnić sukces. Skąd i gdzie leży tajemnica równowagi pomiędzy byciem ikoną świata selfpublishingu a zwykłą skromnością?

AS : Myślę, że nazywanie mnie ikoną świata self-publishuingu to przesada. Sukces to też wielkie słowo. Myślę, że trochę na wyrost. Owszem, tak się akurat złożyło, że jakieś dwadzieścia lat temu zacząłem eksperymentować z możliwościami, jakie wówczas stworzył dla piszących rozwijający się internet i byłem jednym z pierwszych, ale tak się po prostu złożyło. Nie ma w tym żadnego osiągnięcia. Oprócz mnie było kilku innych autorów. Dziś mało kto z nich zajmuje się dalej publikowaniem, a ja owszem. I to chyba o to chodzi. Nie zrezygnowałem, mimo niełatwej drogi. To prawda, nigdy nie jestem pewny, jak czytelnicy odbiorą moją kolejną książkę. Kończąc pisanie, mam wrażenie, że można to było zrobić lepiej i staram się pisać lepiej. Cieszę się, że czytelnicy sięgają po moje książki i mogę robić to, co lubię. To, że związałem się z wydawnictwem LIRA, pozwala mi w większym stopniu skupić się na pisaniu. To dla mnie udogodnienie. Mam więcej czasu, by skupić się na pisaniu, a nie całej tej… reszcie.

 

 

​FS : Twoja cała droga pisarska jest silnie naznaczona kliniczną wręcz systematyką i determinacją. Czy to cechy charakteru czy wypracowany system pracy pisarza i wydawcy?

​AS : Systematyczność w moim procesie twórczym to podstawa. Staram się pisać każdego dnia i nie odrywać się od pisania na więcej niż dwa, trzy dni. W pisaniu jest potrzebna również determinacja. Droga autora, pisarza i pewnie również muzyka, malarza czy grafika rzadko jest nieustającym pasmem sukcesów. Tak zresztą jest również w wielu innych dziedzinach życia. Systematyczność nie leży w mojej naturze i została wypracowana. Inaczej niż determinacja, bo to moja cecha charakteru. Mimo trudności kończę to, co zacząłem.

 

FS : Niejednokrotnie nazywano Cię grafomanem, a Twoje ksiązki niewypałami i gniotami. Miano to otrzymywałeś  najczęściej od publikowanych tradycyjnie autorów oraz od otrzymujących prezenty wydawnicze, blogerów. Znalazłeś się  teraz po ich stronie barykady. Jak bardzo zmieniły się opinie onegdejszych hejterów? I czy Twoim zdaniem cały ten hejt bierze się z niezrozumienia istoty selfpublishingu czy też zaściankowo Polska tkwi jedną nogą w przekonaniu, że publikacje tego typu są w przedstarcie słabe i mniej warte?

​AS : Moje książki spotykały się z nieprzychylnymi opiniami często właśnie dlatego, że nie były wydane na tradycyjnej ścieżce wydawniczej. Należy sobie jednak powiedzieć, że dzieła samodzielnych autorów często są niestety, źle wydane. I niedopracowane. To rzutuje na zjawisko. Także popełniłem ten błąd. Początkowo nie przykładałem wagi do dobrej redakcji, potem miałem problemy ze znalezieniem dobrego redaktora. Na szczęście nabrałem doświadczenia. Szkoda tylko, że uczyłem się na własnych błędach. Piętnaście lat temu byłem innym autorem, świat też wyglądał jednak inaczej. Self-publishing jest złożony i niejednorodny. Często nierozumiany właściwie. Z tego rodzą się negatywne opinie. Faktem jest, że zdecydowana większość wydawanych samodzielnie publikacji została z odrzucona przez tradycyjnych wydawców i jest słabsza, albo są to po prostu gnioty. Trzeba jednak przyznać, że w tym gronie znajduje się pewien odsetek dobrych, wartościowych dzieł. Self-publishing sprawia, że one mają szansę zaistnieć. I to jest największa zaleta tego zjawiska.

 

 

gwiazdy oriona aleksaner sowa dla fourth son

FS : “Moja najnowsza powieść już jest. Czuję spokój, satysfakcję i cieszę się, że zdecydowałem się na współpracę z wydawcą. Jestem zadowolony, że książki nie musiałem wydawać samodzielnie” - piszesz na swoim blogu. Czy oznacza to, że po nie zawsze usłanej różami drodze selfpublishingu jesteś zmęczony i gotowy na odpoczynek na łonie wydawnictwa? Czy raczej chciałeś papierkową, kontraktową publikacją uciąć łeb złośliwej krytyce związanej z samowydawaniem?

​AS : Kilka lat temu poczułem, że niewiele więcej mogę w tym układzie współrzędnych (praca, możliwości dystrybucyjne itp. ) już osiągnąć i jestem samodzielnym wydawaniem zmęczony. Przyznaję, że drażnił mnie powtarzający się zarzut, że gdybym pisał wystarczająco dobre książki, to nie musiałbym wydawać je samodzielnie. Związanie się z tradycyjnym wydawcą pozwoliło rozwiązać te problemy. Oprócz tego zyskałem grono fachowców, którzy sprawiają, że moje książki mogą być lepsze, łatwiej docierają do czytelników i nie muszę zajmować się ich reklamą/sprzedażą/dystrybucją/promocją. To wszystko oznacza, że mogę skupić się na tym, co jest najważniejsze. A najważniejsze jest to, by pisać.

 

 

​FS : “Samopublikowanie daje wolność, ale ją też odbiera, zabierając czas i uwagę”- stwierdzasz  szczerze w innym wpisie. Ciekawi mnie, jak – mając juz bagaż doświadczeń z prawie dwóch dekad – odniesiesz to proste zdanie do autorów, którzy podążają ścieżką selfpublishingu. Piszą, promuja się i mają nadzieję na sukces. Czy w procesie istnieje zagrożenie pisarskiego autowypalenia? Czy jest to droga tylko dla wytrwałych, zdeterminowanych I odpornych na krytykę?

​AS : W samodzielnym wydawaniu jest wiele zagrożeń. To tylko pozornie łatwiejsza droga wydawnicza. Przecież gdyby było inaczej, większość autorów wybierałaby tę, wydawałoby się łatwiejszą, dającą więcej wolności i bardziej lukratywną ścieżkę samodzielności, prawda? Tymczasem jest inaczej. Self-publishing jest dobry dla autorów świadomych, najlepiej z doświadczeniem i grupą docelową (np. youtuberów, vlogerów). Wytrwałość i determinacja jest zawsze potrzebna, jednak w samodzielniej drodze dużo bardziej, niż na tradycyjnej ścieżce wydawniczej. Co do krytyki, to odporności na nią się trzeba uczyć. Wyciągać wnioski i naprawiać błędy.

 

 

czas wagi aleksander sowa dla fourth son

FS : Czy teraz, kiedy stałeś się autorem wydawanym tradycyjnym, papierowym sposobem, nie zderzasz się z kolei z niechęcią ze strony selfpublisherów? Światem przecież rządzą paradoksy a ludźmi zmienna emocja.

​AS : Nie zetknąłem się z takim zjawiskiem. Może także dlatego, że staram się nie uczestniczyć w „życiu” self-publisherów. Nie udzielam się na forach, a aktywność w socjal-media ograniczam do działań promocyjnych. Wielu twórców (dotyczy to nie tylko literatury) marnuje talent i traci czas na bezsensowne, jałowe internetowe dyskusje. Pisarz powinien pisać, pisać i czytać. A potem poprawiać. Nie obchodzi mnie, jak oceniają mnie inni twórcy. Nie tworzę dla nich. Tworzę dla czytelnika. Moje związanie się z Wydawnictwem LIRA sprawiło, że czytelnik zyskał lepsze, bardziej dopracowane i lepiej wydane książki, a ja czas na pisanie.

 

 

​FS : Jakie są Twoje plany na najbliższe lata? Mając więcej czasu na pisanie, skoncentrujesz się  właśnie na nim, czy też w zanadrzu trzymasz asa z innej półki dążeń i ambicji?

​AS : Skupiam się na pisaniu. Planuję dwie, a może jeszcze trzy części serii astronomicznej, zanim zaprezentuję czytelnikowi coś zupełnie nowego. Dziś liczy się dla mnie to, by dawać czytelnikom maksymalną dawkę, możliwie najwyższej jakości rozrywki. Chcę pisać i wydawać tak samo dobre książki, jak „Gwiazdy Oriona” i „Czas Wagi”. Poważnie rozważam też zupełne wycofanie z dystrybucji z końcem najbliższego roku niektórych wcześniej wydanych samodzielnie tytułów.

 

 

FS : Wspominałeś o pracy nad nową książką. Zdradzisz jakieś szczegóły?

​AS : Do końca sierpnia chciałbym ukończyć piątą cześć serii astronomicznej z Emilem Stomporem, tak aby książka mogła ukazać się pod koniec roku. Najbardziej prawdopodobny tytuł to „Wenus Umiera”. Będzie to historia kryminalna bardzo mocno inspirowana zagadkowym i niewyjaśnionym do dziś zabójstwem dwójki studentów na szlaku w Górach Stołowych. Książka oczywiście będzie zawierać wiele innych, zaskakujących wątków.

© Maciej Zienkiewicz Photography

Aleksander Sowa

W twórczości skupia się na sytuacjach granicznych i sięga po różne gatunki oraz konwencje. Wszystkie jego powieści kryminalne są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Wyróżniają się szczegółowością opisów, opartą na dialogach fabułą oraz uderzającym realizmem i autentycznością. Ich język jest męski, często szorstki, a nawet wulgarny.

Źródło : Wikipedia.

Miarą wiarygodności kryminałów Sowy jest - wreszcie - język. Potoczny, soczysty, żywy. Pełen wulgaryzmów, gdy trzeba. Zawierający elementy grypsery. -Granice.pl o "Czas wagi".

Aleksander Sowa nie cacka się z czytelnikami. Jest autorem, który morderstwo opisuje na chłodno, a zarazem detalicznie przy jednoczesnym posiłkowaniu się sztandarowymi śledztwami dotyczącymi seryjnych morderców PRL-u,ZbrodniawBibliotece o "Gwiazdy Oriona".

formularz SUBSKRYBCJI
obserwuj na INSTAGRAM

 INFO​

 

Fourth Son ma swoją

siedzibę w Bristol,

Wielka Brytania

 

fourthsonuk@gmail.com

 

Tel: 07910156838
 

  • Facebook
  • Instagram

©2020 by Fourth Son Project